Reklama

Fotografująca ziemianka z Zamojszczyzny. Tajemnica zdjęć z początku ubiegłego wieku

Fot. ze zbiorów Adama Gąsianowskiego Fot. ze zbiorów Adama Gąsianowskiego

Na zdjęciu widać twarz młodej kobiety o dużych, rozmarzonych oczach. "Ja – Botticelli – w pokoju: koniec sierpnia 1910 r., w południe" – zanotowała w opisie, który po latach odnaleziono przy tym fotograficznym autoportrecie. Życie owej zapomnianej, ziemiańskiej fotografki z Zamojszczyzny oraz jej zdjęcia nadal są osnute tajemnicą. Czy można ją jeszcze rozwikłać?

- To dziwna, nietypowa historia. Ponad sto szklanych negatywów dostałem jakiś czas temu od jednego z mieszkańców gminy Susiec. Podobno znalazł je na strychu pewnego domu, a potem przyniósł do mojego zakładu. Przy zdjęciach były opisy techniczne, czyli informacje nt. zastosowanych soczewek, przysłon, rodzajów szklanych płytek czy chemikaliów. To były zapisane drobnym, kobiecym pismem suche informacje. Na szczęście odnotowano tam także daty. Wynika z nich, że te zdjęcia zostały wykonane w 1910, 1911 i 1912 roku. Rewelacja! Naprawdę, coś niezwykłego! – opowiada z zachwytem Adam Gąsianowski, fotograf, właściciel zamojskiego Muzeum Fotografii. – W opisach nie zamieszczono jednak zbyt wielu nazwisk fotografowanych osób (pojawia się tylko niejaka Aniela Sadowska oraz Janka Gałkowska) czy np. nazw miejscowości.

Nie tylko pstrykanie

O odnalezionych, szklanych negatywach wiadomo niewiele. Udało się nam ustalić, że w 1997 r. na strychu starego, rodzinnego domu w Rybnicy (gm. Susiec) znalazła je Monika Rebizant-Siwiło, zamojska pisarka. Po pewnym czasie pokazała tajemnicze znalezisko Zygmuntowi Jaroszowi, regionaliście z Suśca. Niestety, jemu także niewiele udało się wywnioskować, bo na oglądanych pod światło negatywach zobaczył tylko jakieś cienie i zarysy postaci. W końcu szklane negatywy przekazano Adamowi Gąsianowskiemu, który zdjęcia wywołał, a zniszczone, szklane negatywy odpowiednio zabezpieczył.

Jak te fotografie znalazły się na strychu starego domu w Rybnicy? Nie wiadomo. Na pewno jednak nie zostali na nich uwiecznieni członkowie rodziny pani Moniki. Kim zatem byli ludzie, którzy zostali sfotografowani ponad sto lat temu? Gdzie wykonano fotografie? Monika Rebizant-Siwiło ma kilka hipotez na temat pochodzenia tych unikatowych, pożółkłych zdjęć (np., że powstały w pałacu w Rudzie Różanieckiej), ale żadnej nie udało się dotychczas potwierdzić. Sporo można się jednak domyślić lub wywnioskować...

Autorką tych fotografii na pewno była młoda kobieta mieszkająca wraz z rodziną w jednym z ziemiańskich domów. Ten budynek widać na zdjęciach. Był drewniany, dość obszerny, miał ganek. Jego zewnętrzne ściany pokryto rodzajem drewnianej okładziny (gontu?), co było w tej okolicy chyba nietypowym rozwiązaniem.

Wnętrze domu też wyglądało dość oryginalnie. Na kilku fotografiach widać np. charakterystyczne meble wykonane z desek i grubych, jakby splecionych ze sobą gałęzi (z nich zrobiono m.in. wysokie oparcia). Zajmowały dużą powierzchnię i miały charakter reprezentacyjny. Stały w pokoju, gdzie odbywały się rodzinne spotkania oraz zabawy z dziećmi. Tam przyjmowano także gości. Przy tych nietypowych meblach wykonano wiele zdjęć.

W innych pomieszczeniach domu zawieszono obrazy w zdobionych ramach (są to tzw. widoczki i portrety). Stały tam też stylowe komody, szafy oraz stoły z rzeźbionymi nogami. Na zdjęciach widać solidne, drewniane drzwi (chyba malowane białą, olejną farbą), dywany, lustra, kwiaty w doniczkach, eleganckie pianino oraz popiersie Fryderyka Chopina.

– Były to wnętrza w domach ziemiańskich zapewne dość typowe. Meble jednak wskazują, że właściciele domu mieli artystyczną duszę – przekonuje Adam Gąsianowski. – Dzisiaj ciekawość budzi każdy szczegół. Najbardziej intrygujący są jednak żyjący w tym budynku ludzie. Ich twarze powtarzają się na wielu zdjęciach. Oni budzą sympatię. Ich wizerunki ocalały cudem!

Bo coś się w życiu tej ziemiańskiej rodziny wydarzyło. Pewnego dnia jedna z młodych kobiet dostała (lub kupiła) mieszkowy aparat fotograficzny. Był to prezent drogi, ale w owych czasach coraz bardziej popularny. Tym aparatem można było wykonywać zdjęcia w formacie 9 na 12 cm. Jego nowa właścicielka nie tylko nauczyła się takie zdjęcia "pstrykać", ale także je wywoływać (robiła to prawdopodobnie we własnej ciemni).

Wiadomo, że szklane negatywy kupowała w składzie fotograficznym Władysława Borzemskiego znajdującym się we Lwowie, przy ul. Sykstuskiej (być może je stamtąd przysyłano). Były one zapakowane w specjalne, papierowe koperty, które do dziś się zachowały. To na nich owa fotografka zapisywała swoje uwagi dotyczące zdjęć oraz różne szczegóły techniczne.

Kobiecy akt i miłosna historia

Nie zawsze wszystko się jej udawało. Niektóre fotografie jakoś... nie wychodziły, były nieostre lub prześwietlone, a kompozycje pozostawiały wiele do życzenia. Bywało jednak, że wykonywała zdjęcia starannie zaplanowane. Są one dzisiaj prawdziwymi perełkami (nie tylko pod względem dokumentacyjnym, ale także artystycznym). Fotografkę inspirowały zresztą m.in. obrazy Sandro Botticcellego, malarza z epoki odrodzenia. Może album z reprodukcjami dzieł tego "starego mistrza" miała na półce w swoim pokoju?

Kobieta uwieczniała na zdjęciach głównie swoją rodzinę, ale także zapewne przyjaciółki (np. podczas kąpieli w rzece), różne scenki rodzajowe (dziecko siedzące na nocniku, ludzi pływających w łodziach po stawie, mężczyznę grającego na gitarze itd.) oraz okoliczne pejzaże. W zbiorze, który udało się odnaleźć po ponad stu latach, pojawiły się też scenki z końskiego targu oraz m.in. zdjęcia wykonane przy pracy (na jednej z nich uchwycono np. kobietę pracującą w oborze). Autorka tych starych zdjęć na pewno bywała romantyczna, innym razem – jak na tamte czasy – bardzo odważna. Na jednej z wykonanych przez nią fotografii widać np. kobiecy akt (uchwycona w kadrze modelka stoi przed lustrem z odsłoniętą piersią), na innych – niewiasty... przebrane w mundury żołnierzy austriackich. Jedna z nich siedzi nawet nad wojskową mapą i zapewne obmyśla plan ataku na wroga...

Co ciekawe wojacy z cesarsko-królewskiej armii – często bywali w domu fotografki. Czy byli to znajomi? A może bracia lub kuzyni? Nie wiadomo. Widać ich na zdjęciach pojedynczo lub całymi grupami. W odnalezionym zbiorze znalazły się też fotografie żołnierzy rosyjskich (prawdopodobnie wykonano je już podczas I wojny światowej).

– To wszystko są tylko spostrzeżenia, które można wysnuć na podstawie odnalezionych fotografii. One mogą, ale... nie muszą okazać się prawdziwe. Skąd jednak wiemy, że te zdjęcia wykonała jedna osoba? Opisy są wykonane tym samym charakterem pisma, a przy fotograficznym autoportrecie kobieta napisała: "ja". Zresztą te fotografie są ciepłe, podobnie kadrowane. Noszą wyczuwalne, autorskie piętno... – przekonuje Adam Gąsianowski. I po chwili dodaje: – Wprawdzie zdjęcia zostały znalezione w gminie Susiec, ale tak naprawdę nie wiadomo czy tam zostały wykonane. Jeden z mieszkańców tej miejscowości zasugerował, że mogły być one związane z jakąś miłosną historią, bolesną rozłąką. Skąd takie przypuszczenia? Co go do nich skłoniło? Nie udało mi się dowiedzieć.

Adam Gąsianowski zastanawiał się nad zbiorem, który trafił do jego rąk. Miał na to wiele czasu. Każdą z fotografii mozolnie "odzyskiwał" ze szklanych, często zniszczonych negatywów.
– Oglądałem najdrobniejsze detale, wyobrażałem sobie tych ludzi, ich zachowania, sytuacje w których się znaleźli. Próbowałem też zidentyfikować niektóre sfotografowane postacie, ale moje starania spełzły na niczym. Szkoda – mówi z żalem. – Na pewno mamy jednak do czynienia z jakąś niezwykłą historią, tajemnicą. Jestem pewien, że uda się ją kiedyś rozwikłać.

Tekst jest fragmentem mojej książki pt. Wizjoner na strych. Wojenna Zamojszczyzna. Była ona wydana w 2017 r. O tajemniczej wielbicielce Botticellego można było także przeczytać jakiś czas temu na łamach Kroniki Tygodnia. Niestety, owe publikacje nie wniosły niczego nowego. Tajemnica fotografującej ziemianki nie została zatem rozwikłana. Być może Czytelnicy portalu eZamość zidentyfikują miejsca lub osoby, które są prezentowane na prezentowanych obok, archiwalnych fotografiach. Prosimy wówczas o kontakt.

(Fot. ze zbiorów Adama Gąsianowskiego)

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us