Reklama
Reklama

Zamojszczyzna na starych pocztówkach i zdjęciach

Focia dla lubego. Czyli milowy krok w historii fotografii

Niemal każdy z nas zetknął się kiedyś z fotografiami zwanymi „tekturkami” lub zdjęciami kartonikowymi. Powstawały one w XIX w. i były popularne jeszcze w pierwszych dziesięcioleciach XX w. Widzimy na nich naszych dziadków i pradziadków uwiecznionych najczęściej w oficjalnych, wyjściowych pozach. Dzięki nim, nadal możemy tych ludzi podziwiać, snuć na ich temat domysły...

Autko, które urodziło się z opadów

Jest rok 1913. Niemiecka armia gorączkowo przygotowuje się do pierwszej wojny światowej, chociaż... nikt w nią właściwie nie wierzy. Fabryki pracują pełną parą. Wojacy też wspierają te militarne starania. Bo trochę, trzeba przyznać, nudzą się w koszarach.

Miasteczko z tunelem ... do Jerozolimy

Mało jest na Zamojszczyźnie tak magicznych miejscowości. Szczebrzeszyn to niezwykłe miasteczko pod wieloma względami. Spacerując jego ulicami nadal można poczuć się jak w dawnej, wielokulturowej Rzeczpospolitej. Obok siebie stoją tutaj monumentalne, murowane kościoły katolickie, dawna synagoga i cerkiew. Magiczne są także wąskie uliczki Szczebrzeszyna przy których można zobaczyć wiele drewnianych domów.

Posiedźmy przy sklepiku, czyli... magia Kawęczynka

Sprzedawano tutaj kiedyś landryny, oranżadę, chleb i piwo. Tak było podobno jeszcze w latach 80. ub. wieku. Teraz jednak malowniczy drewniany sklepik: „Art. Spożywcze i przemysłowe” w Kawęczynku (gm. Szczebrzeszyn) stoi pusty. Przez szklane okienko dostrzegliśmy w jego wnętrzu jedynie kilka ław i mały, „święty obrazek” na ścianie (widać jest to miejsce spotkań mieszkańców wsi).

Magia pożółkłej fotografii. Opowieść z czasów I wojny światowej

Do jednego z rosyjskich fotografów przyszła młoda kobieta w kapeluszu ozdobionym kwiatami. Pięknie wyglądają pod nim jej mocno zarysowane brwi, ciemne oczy i wymykające się kosmykami, trochę niesforne włosy. Tego dnia włożyła na siebie swój najlepszy ubiór. Na takie okazje trzyma go w pachnącej lawendą szafie (suszone zioła odstraszają mole).

Na targowisku i przed sklepem. Niezwykłe fotografie Andrzeja Albigowskiego

Zdjęcia pochodzą głównie z lat 60. ub. wieku. Zostały wykonane przez Andrzeja Albigowskiego, zasłużonego, zamojskiego dziennikarza, oraz zdolnego fotografa. Uwieczniono na nich ulice Zamościa, zamojskie ZOO, wiele uroczystości, m.in. z udziałem wojska i milicjantów, ale też zamojskie targowiska, kolejki przed sklepami czy zapomniane delegacje. Są też tzw. scenki rodzajowe.

Czarna biżuteria i przenośny relikwiarz. Tajemnica fotografii z czasów powstania styczniowego

Nie umiem opisać emocji, które są we mnie - gdy się wpatruje w tę piękną fotografię. Bo mam wrażenie, że „obcuję” z jakimś niemal malarskim arcydziełem, które wymyka się opisowi. To ferrotypia (pisałem o zdjęciach wykonywanych w tej technice tutaj: http://www.ezamosc.pl/historia/item/3901-ferrotypia-czyli-w-czasach-gdy-fotografie-rdzewialy).

Na dożynkach i remontowanej Starówce

Agnieszka Jakubowska z Zamościa ma w swoich zbiorach kilkadziesiąt archiwalnych zdjęć. Jak opowiada, dostała je kilkanaście lat temu od jednego ze znajomych. Nie wie kto jest autorem fotografii. Wszystkie zdjęcia zostały jednak wykonane w Zamościu, prawdopodobnie w latach 80. ub wieku.

Świat w kolorze sepii. Spacer po magicznym Zwierzyńcu sprzed ponad wieku

Nie ma chyba drugiego takiego miejsca na świecie. Zwierzyniec jest piękny, niezwykły, magiczny! Także okoliczne, pachnące żywicą lasy nie mają chyba sobie równych. To miasto ma także ciekawą historię. Świadczą o tym m.in. stare zdjęcia. Wiele z nich znajduje się w zbiorach zamojskiego Muzeum Fotografii.

Fotografująca ziemianka z Zamojszczyzny. Tajemnica zdjęć z początku ubiegłego wieku

Na zdjęciu widać twarz młodej kobiety o dużych, rozmarzonych oczach. "Ja – Botticelli – w pokoju: koniec sierpnia 1910 r., w południe" – zanotowała w opisie, który po latach odnaleziono przy tym fotograficznym autoportrecie. Życie owej zapomnianej, ziemiańskiej fotografki z Zamojszczyzny oraz jej zdjęcia nadal są osnute tajemnicą. Czy można ją jeszcze rozwikłać?

Archeologia. Tajemnice prastarych Łużyczan... z Zamojszczyzny

Na nekropolii w podzamojskiej Topornicy odkryto w 1957 r. unikatową figurkę jeźdźca na koniu. To jedno z najstarszych na ziemiach polskich wyobrażeń postaci ludzkich w plastyce figuralnej! Czy ten zabytek ma jakiś związek ze sławnym Biskupinem?

  • 1 komentarz
  • Czytany: 779 razy

Ferrotypia. Czyli w czasach gdy fotografie... rdzewiały

Na zdjęciu widać dwoje małych dzieci. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że są to dziewczynki. Jednak gdy się dokładnie przyjrzymy, zauważamy, iż starsze dziecko to chłopiec. Wskazują na to rysy twarzy oraz dość krótko ścięte włosy. To dziecko ma trzy lub cztery lata, jasne włoski, odstające uszy, a na sobie szykowny, dwuczęściowy płaszczyk z kołnierzykiem. Jest on zapinany z przodu na charakterystyczne guziki (jego dolna część wygląda trochę jak spódnica). Dziecko odważnie patrzy w obiektyw.

Ciężko żyć gdy się ma duży interes!

Święto zakochanych jest bez wątpienia bardzo piękne. Co mają jednak zrobić ludzie, którzy w żaden sposób nie mogą znaleźć drugiej połówki? Mogą skorzystać ze specjalistycznych poradników! Jednym z najpoczytniejszych był niegdyś „Przewodnik zakochanych, czyli jak zdobyć szczęście w miłości i poważnie u kobiet”.

Żeglarze powietrzni. Rocznica pierwszych lotów balonowych w Polsce

„Każda epoka ma swój modny rodzaj śmierci. W naszych czasach należy do dobrego tonu roztrzaskać sobie głowę, wypadając z automobilu, pędzącego z szybkością stu kilometrów na godzinę” – czytamy w artykule zamieszczonym w 1907 r. na łamach czasopisma „Świat”. „Nie trzeba być jednak prorokiem, aby powiedzieć, że ten sposób zyskiwania nieśmiertelności wkrótce stanie się przestarzałym. Następne pokolenia arystokracyi sportowej będzie ginęło prawdopodobnie wypadając z balonów”. Nie było to jednak nowe zmartwienie.

Pamiątka z ruinami i przydrożnym pieskiem

Na pierwszy rzut oka widać, że jest to tajna i bardzo skomplikowana operacja wojskowa. Na zdjęciu uwieczniono trzech niemieckich żołnierzy w pikielhaubach (czyli hełmach ze szpikulcami), którzy wdrapują się na pochyłe drzewo nad niewielką rzeką. Jeden z nich ma ponad 50 lat i jest trochę otyły, dlatego wdrapał się na drzewo tylko jedną nogą. W dłoniach ma jednak karabin. Dziarsko i czujnie patrzy w dal, gdzieś w prawo. Dwaj inni wojacy są już na drzewie. Jakby trochę trwożliwie obejmują je rękami i nogami...

Można sobie wyobrazić, że za chwilę owi żołnierze znikną nam z oczu, po prostu stopią się z tłem (w końcu niemiecka sztuka kamuflażu była zaawansowana). A gdy rzeką, po kilkunastu godzinach, nadciągną Francuzi w swoich łódkach lub kajakach, zaatakują ich bezlitośnie (jak myślę, po prostu wskoczą im na głowy). Na razie jednak tylko bacznie obserwują dal. Z podpisu pod zdjęciem dowiadujemy się, że żołnierze tkwią w „niebezpiecznym punkcie obserwacyjnym w strefie zalewowej rzeki Aisne”. Trudno ustalić dokładnie w jakim się ta scena odbywała miejscu, bo ta rzeka ma 282 km długości. Wiadomo jednak, że jest ona we Francji, łączy się z Marną oraz Kanałem Ardeńskim. Ze stempla pocztowego wynika także, że ów niemiecki punkt obserwacyjny istniał w 1916 r.

Trafiło do mnie wczoraj także kilkanaście innych, bardzo ciekawych kart pocztowych z czasów I wojny światowej (otrzymałem je od jednego z polskich kolekcjonerów). Na wszystkich widać niemieckich żołnierzy. Co robią? Prężą się w dwuszeregu przed jakąś generalską wizytacją, stoją przed kuchniami polowymi lub jedzą ze smakiem z wojskowych menażek na moście.

Na jednej z pocztówek żołnierz został namalowany. Stoi w lesie na nocnej warcie. Widzimy go tyłem. Przed nim migają gwiazdy, a w dali widać światła w domach jakiejś miejscowości. To poruszająca scena. Z innych kart pocztowych wynika jednak, że ta wojna nie miała charakteru nostalgicznego czy romantycznego.

Na jednej z nich widać zniszczone gospodarstwa. Nie napisano w jakiej miejscowości zrobiono to zdjęcie (był to zapewne tak powszechny widok, że nie musiano sobie tym zawracać głowy). Dlaczego jednak ruiny sfotografowano? Miała to być zapewne pamiątka. Na pierwszym planie zdjęcia widać bowiem dwóch żołnierzy z maleńkim pieskiem przydrożnym, który plącze się im przy nogach. Ludzie mają obojętne miny i nonszalanckie postawy. Zwierzę jednak jakby z niepokojem ogląda się do tyłu. Wygląda to tak, jakby tylko piesek przejmował się straszliwym efektem bombardowania, jakby tylko on rozumiał co się tutaj naprawdę dzieje...

Żywioł i bezsilność człowieka

„Dziecino Kochana. Posądzisz mnie zapewne, że z powodu wczoraj podanych okoliczności dziś do Chrzanowa nie przybyłem. Tak jednakowoż nie jest. Dzień poniedziałkowy cały przepędzam w obrębie mego domu, nigdzie na krok z niego nie wychodząc z zupełnie innych przyczyn słowa danego w czym wprowadzić nie mogłem”. Dlaczego tak się stało? Powody mogły być bardzo poważne.

Subskrybuj to źródło RSS

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us