Reklama
Reklama

Zamojszczyzna na starych pocztówkach i zdjęciach

Czarna biżuteria i przenośny relikwiarz. Tajemnica fotografii z czasów powstania styczniowego

Nie umiem opisać emocji, które są we mnie - gdy się wpatruje w tę piękną fotografię. Bo mam wrażenie, że „obcuję” z jakimś niemal malarskim arcydziełem, które wymyka się opisowi. To ferrotypia (pisałem o zdjęciach wykonywanych w tej technice tutaj: http://www.ezamosc.pl/historia/item/3901-ferrotypia-czyli-w-czasach-gdy-fotografie-rdzewialy).

Na dożynkach i remontowanej Starówce

Agnieszka Jakubowska z Zamościa ma w swoich zbiorach kilkadziesiąt archiwalnych zdjęć. Jak opowiada, dostała je kilkanaście lat temu od jednego ze znajomych. Nie wie kto jest autorem fotografii. Wszystkie zdjęcia zostały jednak wykonane w Zamościu, prawdopodobnie w latach 80. ub wieku.

Świat w kolorze sepii. Spacer po magicznym Zwierzyńcu sprzed ponad wieku

Nie ma chyba drugiego takiego miejsca na świecie. Zwierzyniec jest piękny, niezwykły, magiczny! Także okoliczne, pachnące żywicą lasy nie mają chyba sobie równych. To miasto ma także ciekawą historię. Świadczą o tym m.in. stare zdjęcia. Wiele z nich znajduje się w zbiorach zamojskiego Muzeum Fotografii.

Fotografująca ziemianka z Zamojszczyzny. Tajemnica zdjęć z początku ubiegłego wieku

Na zdjęciu widać twarz młodej kobiety o dużych, rozmarzonych oczach. "Ja – Botticelli – w pokoju: koniec sierpnia 1910 r., w południe" – zanotowała w opisie, który po latach odnaleziono przy tym fotograficznym autoportrecie. Życie owej zapomnianej, ziemiańskiej fotografki z Zamojszczyzny oraz jej zdjęcia nadal są osnute tajemnicą. Czy można ją jeszcze rozwikłać?

Archeologia. Tajemnice prastarych Łużyczan... z Zamojszczyzny

Na nekropolii w podzamojskiej Topornicy odkryto w 1957 r. unikatową figurkę jeźdźca na koniu. To jedno z najstarszych na ziemiach polskich wyobrażeń postaci ludzkich w plastyce figuralnej! Czy ten zabytek ma jakiś związek ze sławnym Biskupinem?

  • 1 komentarz
  • Czytany: 639 razy

Ferrotypia. Czyli w czasach gdy fotografie... rdzewiały

Na zdjęciu widać dwoje małych dzieci. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że są to dziewczynki. Jednak gdy się dokładnie przyjrzymy, zauważamy, iż starsze dziecko to chłopiec. Wskazują na to rysy twarzy oraz dość krótko ścięte włosy. To dziecko ma trzy lub cztery lata, jasne włoski, odstające uszy, a na sobie szykowny, dwuczęściowy płaszczyk z kołnierzykiem. Jest on zapinany z przodu na charakterystyczne guziki (jego dolna część wygląda trochę jak spódnica). Dziecko odważnie patrzy w obiektyw.

Ciężko żyć gdy się ma duży interes!

Święto zakochanych jest bez wątpienia bardzo piękne. Co mają jednak zrobić ludzie, którzy w żaden sposób nie mogą znaleźć drugiej połówki? Mogą skorzystać ze specjalistycznych poradników! Jednym z najpoczytniejszych był niegdyś „Przewodnik zakochanych, czyli jak zdobyć szczęście w miłości i poważnie u kobiet”.

Żeglarze powietrzni. Rocznica pierwszych lotów balonowych w Polsce

„Każda epoka ma swój modny rodzaj śmierci. W naszych czasach należy do dobrego tonu roztrzaskać sobie głowę, wypadając z automobilu, pędzącego z szybkością stu kilometrów na godzinę” – czytamy w artykule zamieszczonym w 1907 r. na łamach czasopisma „Świat”. „Nie trzeba być jednak prorokiem, aby powiedzieć, że ten sposób zyskiwania nieśmiertelności wkrótce stanie się przestarzałym. Następne pokolenia arystokracyi sportowej będzie ginęło prawdopodobnie wypadając z balonów”. Nie było to jednak nowe zmartwienie.

Pamiątka z ruinami i przydrożnym pieskiem

Na pierwszy rzut oka widać, że jest to tajna i bardzo skomplikowana operacja wojskowa. Na zdjęciu uwieczniono trzech niemieckich żołnierzy w pikielhaubach (czyli hełmach ze szpikulcami), którzy wdrapują się na pochyłe drzewo nad niewielką rzeką. Jeden z nich ma ponad 50 lat i jest trochę otyły, dlatego wdrapał się na drzewo tylko jedną nogą. W dłoniach ma jednak karabin. Dziarsko i czujnie patrzy w dal, gdzieś w prawo. Dwaj inni wojacy są już na drzewie. Jakby trochę trwożliwie obejmują je rękami i nogami...

Można sobie wyobrazić, że za chwilę owi żołnierze znikną nam z oczu, po prostu stopią się z tłem (w końcu niemiecka sztuka kamuflażu była zaawansowana). A gdy rzeką, po kilkunastu godzinach, nadciągną Francuzi w swoich łódkach lub kajakach, zaatakują ich bezlitośnie (jak myślę, po prostu wskoczą im na głowy). Na razie jednak tylko bacznie obserwują dal. Z podpisu pod zdjęciem dowiadujemy się, że żołnierze tkwią w „niebezpiecznym punkcie obserwacyjnym w strefie zalewowej rzeki Aisne”. Trudno ustalić dokładnie w jakim się ta scena odbywała miejscu, bo ta rzeka ma 282 km długości. Wiadomo jednak, że jest ona we Francji, łączy się z Marną oraz Kanałem Ardeńskim. Ze stempla pocztowego wynika także, że ów niemiecki punkt obserwacyjny istniał w 1916 r.

Trafiło do mnie wczoraj także kilkanaście innych, bardzo ciekawych kart pocztowych z czasów I wojny światowej (otrzymałem je od jednego z polskich kolekcjonerów). Na wszystkich widać niemieckich żołnierzy. Co robią? Prężą się w dwuszeregu przed jakąś generalską wizytacją, stoją przed kuchniami polowymi lub jedzą ze smakiem z wojskowych menażek na moście.

Na jednej z pocztówek żołnierz został namalowany. Stoi w lesie na nocnej warcie. Widzimy go tyłem. Przed nim migają gwiazdy, a w dali widać światła w domach jakiejś miejscowości. To poruszająca scena. Z innych kart pocztowych wynika jednak, że ta wojna nie miała charakteru nostalgicznego czy romantycznego.

Na jednej z nich widać zniszczone gospodarstwa. Nie napisano w jakiej miejscowości zrobiono to zdjęcie (był to zapewne tak powszechny widok, że nie musiano sobie tym zawracać głowy). Dlaczego jednak ruiny sfotografowano? Miała to być zapewne pamiątka. Na pierwszym planie zdjęcia widać bowiem dwóch żołnierzy z maleńkim pieskiem przydrożnym, który plącze się im przy nogach. Ludzie mają obojętne miny i nonszalanckie postawy. Zwierzę jednak jakby z niepokojem ogląda się do tyłu. Wygląda to tak, jakby tylko piesek przejmował się straszliwym efektem bombardowania, jakby tylko on rozumiał co się tutaj naprawdę dzieje...

Żywioł i bezsilność człowieka

„Dziecino Kochana. Posądzisz mnie zapewne, że z powodu wczoraj podanych okoliczności dziś do Chrzanowa nie przybyłem. Tak jednakowoż nie jest. Dzień poniedziałkowy cały przepędzam w obrębie mego domu, nigdzie na krok z niego nie wychodząc z zupełnie innych przyczyn słowa danego w czym wprowadzić nie mogłem”. Dlaczego tak się stało? Powody mogły być bardzo poważne.

Nie ulegaj kaprysowi zmysłów!

„Wielką i istotną cechą, i zaletą kobiety są miękkość, tkliwość, serdeczność, owo to, co określamy ogólnym mianem kobiecości” – pisał M. Zawadzki w swoim nieocenionym „Przewodniku zakochanych, czyli jak zdobyć szczęście w miłości i powodzenie u kobiet”. To ponad stustronicowe dziełko powstało w 1903 r. Autor opisywał w nim przeróżne sposoby na zdobycie przychylności płci niewieściej, zawarł garść ostrzeżeń przed pokusami związanymi z ich urodą i wdziękiem, przykłady rozmówek towarzyskich oraz m.in. wzory listów miłosnych. Dzięki takim wskazówkom można było łatwiej przebrnąć nie tylko przez „trudy” młodzieńczych miłości, ale także zdobyć serca nadobnych pań w wieku „balzakowskim” (czyli ok. 40 lat) oraz starszym. „Przewodnik zakochanych...” pokazuje także jak zmieniały się w ostatnim stuleciu obyczaje towarzyskie, gusta, a nawet moda.

Vive la Pologne!

„Nagle (...) wśród nieprzerwanych okrzyków zabrzmiały jakieś dźwięki jaśniejsze jeszcze, szczególnie radosne, z bliskiego serca, tak się wybijające, jak czasem przenikliwe dzwonki srebrne wśród mosiężnych. Czyżby nagle już Francuzi? – pytał retorycznie w swoich zapiskach Stanisław Stroński, w latach 1918-1919 członek Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu. „Nie, to biały orzeł na czerwonym polu i czapki rogate: to Polacy”.

Fotka z cesarzem Wilhelmem II

Dostałem ostatnio kilkanaście zdjęć z początku XX wieku oraz z czasów I wojny światowej. Na jednym z nich widać cesarza Wilhelma II stojącego przed – jak czytamy w opisie - pruskim pułkiem huzarów (Leib-Garde-Husaren-Regiment). Ta formacja powstała w 1815 r. i niemiecki cesarz czasami dawał się portretować w jej paradnym mundurze (w takim ujęciu widać go na rysunku obok).

Przeklinam przymus, który kazał zabijać

„Jego jedyny” – taki napis znalazł się na zamieszczonej obok pocztówce z czasów I wojny światowej. Widzimy na niej niemieckiego żołnierza z obandażowaną głową. Był ranny, walczył o życie, ale ostatnią batalię przegrał. Na jego łóżku przysiadł mężczyzna, prawdopodobnie ojciec zmarłego (także w mundurze i z lekką łysiną). Obok widzimy także wojskowego kapelana stojącego ze spuszczoną głową i poważną miną.

Pamiętajmy o „dobrych wojakach”

Obok Zamojskiego Domu Kultury odbyła się w ostatnią niedzielę Giełda Kolekcjonerska. Jak co miesiąc spotkało się tam wielu miłośników starych książek, banknotów używanych w dawno nieistniejących państwach, pożółkłych papierzysk, zardzewiałych bagnetów, hełmów czy m.in. naftowych lamp.

Dziedzictwo niematerialne gminy Skierbieszów [ZDJĘCIA Z KONFERENCJI]

W niedzielę (7 października), odbyła się konferencja naukowa promująca dziedzictwo niematerialne gminy Skierbieszów. Podczas spotkania promowano album "Skarb znaleziony na strychu" ze zdjęciami wykonanymi podczas II wojny światowej" przez Teodozję i Wincentego Podolaków.

  • 2 komentarzy
  • Czytany: 776 razy
Subskrybuj to źródło RSS

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us