Reklama

Archeologia. Tajemnice prastarych Łużyczan... z Zamojszczyzny

Brama zrekonstruowanej osady w Biskupinie. Fot. Wikipedia Brama zrekonstruowanej osady w Biskupinie. Fot. Wikipedia

Na nekropolii w podzamojskiej Topornicy odkryto w 1957 r. unikatową figurkę jeźdźca na koniu. To jedno z najstarszych na ziemiach polskich wyobrażeń postaci ludzkich w plastyce figuralnej! Czy ten zabytek ma jakiś związek ze sławnym Biskupinem?

Chyba nie ma miłośnika historii, który nie słyszałby o Biskupinie, sławnym grodzie kultury łużyckiej. Jego przypadkowe odkrycie w latach 30. ub. wieku było wielką, archeologiczną sensacją. O tym szacownym grodzisku rozpisywały się gazety polskie i zagraniczne, a sam Biskupin nazywano nawet polskimi Pompejami. Jednak ludność kultury łużyckiej żyła także na dzisiejszej Zamojszczyźnie. Stanowiskami archeologicznymi i śladami osadnictwa tajemniczych Łużyczan nasz region jest wręcz usiany.

Teoria autochtoniczna
To był przypadek. W 1933 r. młody nauczyciel Walenty Szwajcer zwrócił uwagę na drewniane, dębowe pale widoczne na brzegu Jeziora Biskupińskiego. Stało się to podczas szkolnej wycieczki na którą wybrał się razem ze swoimi uczniami. Szwajcer zawiadomił o tym znalezisku miejscowe władze, ale jego spostrzeżenia początkowo na nikim nie zrobiły wrażenia. Nauczyciel jednak się nie poddał. Napisał w tej sprawie list do Muzeum Archeologicznego w Poznaniu. Miał szczęście. Bo trafił w końcu na człowieka, który jego doniesień nie zlekceważył. W efekcie znalezisko okazało się prawdziwą rewelacją!

Szefem Działu Prehistorycznego był wówczas w tym muzeum prof. Józef Kostrzewski. Ten wybitny uczony urodził się 25 lutego 1885 r. w Węglewie, niedaleko Gniezna (zmarł 19 października 1969 r. w Poznaniu). Zasłynął jako propagator teorii autochtonicznej w archeologii polskiej. Według tej koncepcji przodkami Słowian był hipotetyczny lud – Prasłowian. Mieli oni mieszkać na terenie naszego kraju – jeszcze w epoce brązu. Prof. Kostrzewski utożsamiał ich z twórcami kultury łużyckiej (istniała ona od roku 1300 p.n.e. do roku 400 p.n.e.). Ten pogląd został sformułowany jeszcze w 1913 r. i był odpowiedzią na tzw. teorię allochtoniczną (jednym z jej propagatorów był Lubor Niederle, czeski archeolog), która siedziby wczesnych Słowian lokowała gdzieś w dorzeczu Dniepru.

Argumentów stronom nie brakowało. Bo prof. Kostrzewski spierał się na ten temat także z naukowcami niemieckimi. Wśród nich był słynny Gustaw Kossinna, który zajmował się problematyką pochodzenia i wpływów dawnych Germanów (Kostrzewski napisał zresztą pod jego kierunkiem swoją pracę doktorską) oraz Bolko von Richthofen (był archeologiem, a później także nazistowskim aktywistą). Propagowanie idei niewygodnych dla niemieckich nacjonalistów miało swoje konsekwencje (w czasie II wojny światowej prof. Kostrzewski został wpisany na listę wrogów III Rzeszy: musiał się wówczas ukrywać pod zmienionym nazwiskiem).

W 1933 r. prof. Kostrzewski stał jednak przed ważnym, życiowym odkryciem. Po przeczytaniu listu od Walentego Szwajcera wybrał się na brzeg jeziora. Tak to potem wspominał: – Nauczyciel Walenty Szwajcer doniósł nam, że zauważył belki ukośne na brzegu jeziora. Uważał, że są to dachy zatopionych domów – opowiadał w 1966 r. prof. Kostrzewski w audycji "Na tropach historii" nadanej w Polskim Radiu. – To oczywiście nie było możliwe, bo nigdy by tak głęboko nie zatonęły.

Prof. Kostrzewski podjął wówczas decyzję. Jaką? W czerwcu 1934 r. przybyła do Biskupina ekspedycja archeologiczna. Liczyła sześć osób. Do pomocy naukowcom zaangażowano także dwudziestu bezrobotnych z sąsiednich miejscowości.

Wykopaliska za 360 złotych

Budżet tej pierwszej ekspedycji był bardzo skromny. Jak wspominał prof. Kostrzewski wynosił on zaledwie 360 zł (w latach 30. ub. wieku przeciętne zarobki w naszym kraju wynosiły miesięcznie 250 zł: można było za to kupić np. 344 l benzyny lub 350 kg chleba). Jednak efekty wykopalisk przeszły najśmielsze oczekiwania. – Już podczas pierwszej kampanii wykopaliskowej, wraz z innymi pracownikami Uniwersytetu Poznańskiego odkryliśmy całą ulicę, domy, części wałów, które otaczały osadę. I falochron – wspominał prof. Kostrzewski. – To wywołało ogromne zainteresowanie nie tylko w całej Polsce, ale i za granicą.

Uznano, że te niezwykłe znaleziska są pozostałościami obronnej osady kultury łużyckiej. Nie było to jednak zbyt widowiskowe miejsce. Jezioro Biskupińskie leży na Pałukach, ok. 90 km od Poznania (na północny-zachód od Warszawy). W jego sąsiedztwie, głównie podczas kopania torfu, od bardzo dawna znajdowano zabytkowe przedmioty, które wiązano z "jakimiś" ludźmi żyjącymi na tych ziemiach przed wiekami. To m.in. fragmenty ceramicznych naczyń, zdobione belki itd.

Tak o Jeziorze Biskupińskim i jego okolicach pisał znany historyk Paweł Jasienica: "Słynne Jezioro Biskupińskie leży w dole, w poprzek widnokręgu (...). Tuż przy bliższym brzegu, w przerwach między trzcinami, linijki rozkołysanych czarnych punkcików. Ptactwo wodne, a wygląda jak wypłukane przez fale węgliki" – notował Jasienica. "Półwyspu, na którym wznosił się ongi gród kultury łużyckiej mógłbym w ogóle nie zauważyć. Płaski język bagnistego lądu, zagubiony wśród szuwarów (...). Krajobraz nie bardzo mi jednak przypada do gustu (...). Cóż, przywykł człowiek do mickiewiczowskich pojęć o tym, jak powinno wyglądać jezioro! A tymczasem – ta oto tafla sinej wody wcale nie jest "gęstą po bokach puszczą oczerniona" (...). Wszędzie po brzegach "nadobnie uorano", zawłóczono, wybronowano (...). Jak okiem sięgnąć, kraj podobny jest do ogromnego, płaskiego otoczaka".

A jednak ten zakątek Polski krył w sobie niezwykłą tajemnicę. W wyniku badań na stanowisku archeologicznym w Biskupinie odkryto ponad... sześć milionów zabytków archeologicznych. Ślady osady były w miejscowym torfie znakomicie zachowane. Odkryto m.in. pozostałości 13 rzędów prostokątnych domów. Każdy z nich miał powierzchnię 70 na 90 mkw. oraz dwa do trzech pomieszczeń z kamiennym paleniskiem w głównej izbie. W sumie takich budynków było sto. Przypuszcza się, że żyły w nich duże rodziny liczące po ok. dziesięć osób. Uwagę badaczy zwróciło to, iż wszystkie domy były do siebie podobne, co sugerowało niewielkie zróżnicowanie społeczne w pradawnym Biskupinie (nie znaleziono siedziby np. jakiegoś, ówczesnego możnowładcy).

Do tych postawionych w konstrukcji sumikowo-łątkowej budynków (ich ściany składały się z potężnych belek, które wpuszczono w "żłobki" stojących pionowo słupów) można było dojść jedenastoma poprzecznymi ulicami, które łączyły się z grodowym traktem okrężnym. Wszystkie ulice były wymoszczone" (utwardzone) drewnem. W sąsiedztwie odkryto także pozostałości tysięcy pali, które tworzyły falochron, fragmenty wału w konstrukcji skrzyniowej (taka konstrukcja była prosta i solidna: budowniczowie ustawili "rzędem i na styk" wielkie skrzynie z dębowego drewna, które wypełniano ziemią, gliną lub piaskiem) o długości ok. pół kilometra oraz m.in. pozostałości pomostu i bramy.

Badacze stwierdzili, iż obronna osada w Biskupinie funkcjonowała ok. 2,7 tys. lat temu. Mogło w niej mieszkać jednocześnie nawet 1 do 1,2 tys. osób.
Wykopaliska prowadzono w Biskupinie do wybuchu II wojny światowej. Po jej zakończeniu badania zostały wznowione (i podobno trwają do dzisiaj). W efekcie codzienne życie przedstawicieli tej niezwykłej, prastarej kultury stało się nam nieco bliższe.

Wózki kultowe i ludożercy

O kulturze łużyckiej jako pierwszy pisał Rudolf Virchow, niemiecki badacz pradziejów Europy, antropolog i patolog, jedynie w odniesieniu do odkryć archeologicznych z terenu Łużyc. Tam na przełomie epoki żelaza i brązu pojawiły się pochówki zwane popielnicowymi. Ciała zmarłych zaczęto wówczas spopielać, a następnie prochy ludzkie trafiały zwykle do urn (popielnic) lub po prostu specjalnych jam (chodzi o tzw. groby jamowe). Cmentarzyska stały się płaskie, chociaż np. na Pomorzu sypano także kurhany.

Taki sposób pochówków miał upowszechnić się w tym czasie na wielkich połaciach Europy: od linii Bugu aż po daleką Hiszpanię (tak twierdzą głównie starsi badacze, młodsi mają wątpliwości, iż było to zjawisko mające tak rewolucyjny i powszechny charakter). Zmiany jakie się wówczas dokonały w obrządku pogrzebowym mogą jednak zastanawiać także dzisiaj. Bo coś ważnego musiało się zmienić w obyczajach i życiu duchowym żyjących wówczas ludzi. Być może ma to związek z coraz bardziej popularnymi wierzeniami solarno-lunarnymi.

"Stosunkowo niewiele można powiedzieć na temat wierzeń religijnych i kultury duchowej (kultury łużyckiej)" – pisali Kazimierz Godłowski i Janusz K. Kozłowski w swojej "Historii starożytnej ziem polskich. "Wydaje się, że dużą rolę odgrywał kult słońca, na co m.in. wskazują wiążące się z nim symbole jak trykwetry (to znaki złożone z trzech jednakowych elementów: spiral, meandrów itd. – przyp. red.) i swastyki na malowanej ceramice z okresu halsztackiego (czyli wczesnej epoka żelaza) na Śląsku i Wielkopolsce, figurki i wyobrażenia ptaków oraz gliniane i brązowe wózki kultowe".

Takie tajemnicze wózki to niezwykłe i bardzo cenne przedmioty. Słynny jest np. znaleziony w 1902 r. i wykonany z brązu wózek z Trundholm w Danii. Datuje się go na lata 1700-1300 p.n.e. Jak on wygląda? Składa się z rodzaju rusztowania-podwozia o długości 60 cm. Z przodu zamontowano na nim niewielką, pokrytą złotą folią figurkę konia. W tylnej części owego wózka kultowego można oglądać natomiast tarczę złożoną z dwóch zespolonych krążków. Jest ona bogato zdobiona ornamentem. Także pokryto ją złotą folią.

Uważa się, że ów misterny, pozłacany krążek przedstawia bóstwo słoneczne, które wówczas czczono. Zapewne miało to także jakiś związek z nową formą pochówków. Bo ogień uważano w tych czasach za rodzaj emanacji bóstwa słonecznego. Uważano podobno, iż mógł on przezwyciężyć rozkład ludzkiego ciała i łatwo uwolnić ludzką duszę z ziemskiej powłoki. Niektóre formy kultu w kulturze łużyckiej nie były jednak tak malownicze, wręcz poetyckie.

"Być może charakter częściowo obrzędowy mogło mieć ludożerstwo, którego wyraźne ślady stwierdza się na terenie niektórych osad kultury łużyckiej, zwłaszcza (na stanowisku) Gzin (w pow. bydgoskim)" – piszą w swojej pracy Kazimierz Godłowski i Janusz K. Kozłowski. 

Niezwykła figurka z Topornicy

Stanowiska archeologiczne przedstawicieli kultury łużyckiej odkrywane są w różnych rejonach naszego kraju. Na Zamojszczyźnie Łużyczanie chętnie osiedlali się w dorzeczu rzeki Huczwy. To tutaj, w miejscowości Malice (gm. Werbkowice) odkryto pierwsze na Lubelszczyźnie stanowisko archeologiczne tej kultury. Stało się to przypadkowo, jeszcze w 1843 r. Odkryto wówczas pozostałości cmentarzyska ciałopalnego (były to dwie gliniane urny-popielnice). Pod koniec XIX w. odnaleziono w Wożuczynie skarb złożony z przedmiotów wykonanych z brązu.

Potem podobny skarb odkryto także w Hrubieszowie. Kolejne cmentarzyska kultury łużyckiej odnajdowano już w dwudziestoleciu międzywojennym m.in. w podzamojskich Bortatyczach, Bodaczowie, Nawozie oraz w miejscowości Wysokie (niestety, zostały one zniszczone). Setki grobów kultury łużyckiej zachowały się jednak na pradawnym cmentarzysku tej kultury w podzamojskiej Topornicy. Odnaleziono ich w sumie aż 230. We wschodniej części tej nekropolii odkryto także zespół drobnych wyrobów z gliny w tym słynną, unikatową figurkę jeźdźca na koniu.

Warto o niej opowiedzieć. Odkryto ją podczas badań wykopaliskowych w 1957 r. (prowadził je zespół archeologów z Muzeum Lubelskiego pod kierunkiem Zygmunta Ślusarskiego). Ma ona 70 mm wysokości i 127 mm długości. Wyobrażony na niej człowiek pozbawiony jest głowy i rąk. Dlaczego ta figurka jest tak ważna? To najstarsze na ziemiach polskich wyobrażenie postaci ludzkiej w plastyce figuralnej w kręgu kultury łużyckiej! Nie jest to może figurka zbyt piękna czy misternie wykonana, dlatego niektórzy – oczywiście ci z ostatnich ławek –  studenci archeologii żartują, że jest to jeździec, ale prawdopodobnie... na diplodoku (czyli dinozaurze, który żył miliony lat temu: w okresie jury), którego wyobrażony czworonóg bardziej przypomina niż konia (widać to na zdjęciu zamieszczonym obok). Poważnych naukowców takie sztubackie żarty nie mogą oczywiście rozśmieszyć... Na cmentarzysku w Topornicy odkryto także gliniane figurki ptaków oraz ptaki-grzechotki. Mogły one odstraszać złe duchy albo być jednym z atrybutów bóstwa solarnego.

Słynny jeździec na koniu z Topornicy. Fot. ze strony www.muzeumlubelskie.pl

Wiele grobów  kultury łużyckiej zachowało się także na starej nekropolii w Wieprzcu (było ich 101), Gródku (84) i Komarowie-Osadzie (60). Są to odkrycia fascynujące z wielu względów. Taką wizję ceremoniału pogrzebowego z tych czasów przedstawił Gregoire Sobierski w książce pt. "Warowny gród z epoki żelaza – Biskupin": "Mężczyźni są już na miejscu. Przygotowali wcześniej stos pogrzebowy, na którym złożone zostaną mary. Jazgot kołatek, taniec i wołanie kapłanów odpędzają złe duchy" – pisał Sobierski. "Niebawem ogień pochłonie ciało zmarłego. Pozostałe po nim prochy umieszczone zostają w glinianym naczyniu – urnie z przykrywką. Urna zostaje włożona do płytkiego dołu, zaś wokół niej ustawia się naczynia z żywnością i przedmiotami codziennego użytku, w zależności od rangi, wieku i płci zmarłego. Wszystko zostaje przykryte ziemią ".

Takie ciałopalne ceremonie były w tych czasach nowością. Nie tylko one. Jak pisze Elżbieta Małgorzata Kłosińska w książce pt. "Pradzieje południowo-wschodniej Lubelszczyzny" (to praca zbiorowa z 2007 r. pod kierownictwem Ewy Bansiewicz-Szykuły, naprawdę warto po nią sięgnąć!) w tym okresie przypadkowo znaleziono na Zamojszczyźnie także pierwsze metalowe przedmioty należące kiedyś do Łużyczan. Był to "rozdzielacz brązowy do rzemieni uprzęży końskiej" z Przewodowa oraz duża, brązowa zapinka ze Strzyżowa.

W naszym regionie odkryto także osady tej kultury. Tak było w Strzyżowie, Werbkowicach, Gródku, Wronowicach, Teptiukowie, Hrubieszowie-Podgórzu (znaleziono tam pozostałości prostokątnych budynków o wielkości ok. 25 mkw. o charakterze półziemiankowym: były tam paleniska oraz piwniczki do których wchodziło się wewnątrz zabudowań) i Husynnem. Kolejne ślady osadnictwa związane z ludnością łużycką odkryto również m.in. w Komarowie-Osadzie, Grabowcu, Wakijowie (tam odkryto tzw. skarb bagienny: ażurową zapinkę, wisiorek, okucie bicza oraz naszyjnik), Deszkowicach Drugich (znaleziono zespół ozdób wykonanych z brązu: była to m.in. piękna, "okularowata" zapinka), Szczebrzeszynie i Śniatyczach. Na tym ostatnim stanowisku odkryto m.in. wyroby wykonane z brązu: to tzw. elementy końskiego "ogłowia" – okucia i ozdobne tarczki: być może to odkrycie można wiązać także, jak to określono, ze "środowiskiem scytyjskim".

To tylko część stanowisk tej kultury w naszym regionie. Jak widać Zamojszczyzna jest wręcz usiana śladami dawnego osadnictwa Łużyczan.

Najazd Scytów
"Od młodszego okresu epoki brązu na południowo-wschodnich rubieżach Lubelszczyzny postępował ciągły rozwój osadnictwa łużyckiego" – pisze Elżbieta Małgorzata Kłosińska. "Odzwierciedleniem tego procesu była gęsta sieć stanowisk rozmieszczonych równomiernie wzdłuż cieków (wodnych) tego terytorium. Osadnictwo omijało jedynie wododziałowe partie terenu, porośnięte lasem, choć niewątpliwie obszary pozbawione osadnictwa musiały być wykorzystywane gospodarczo – do polowań, pozyskiwania drewna i zbieractwa oraz półdzikiej hodowli zwierząt".

Łużyczanie żyli głównie w drewnianych domostwach. Zajmowali się rolnictwem (uprawiali m.in. proso, pszenicę, jęczmień, len, soczewicę i bób). Używali do tego drewnianych radeł, motyk wykonanych z jelenich rogów, a potem sierpów: najpierw wykonanych z brązu, a później z żelaza. Hodowali także zwierzęta (bydło rogate, świnie, owce i kozy), ale nie stronili od zbieractwa i myślistwa. Używali narzędzi wykonanych z brązu, czyli stopu miedzi i cyny (wykonywano z niego noże, zapinki itd.) oraz m.in. glinianych naczyń (wśród nich były dzbany i wazy: niektóre wyroby były malowane w geometryczne wzory).

Ludność kultury łużyckiej żyła w osadach otwartych lub obronnych. Były to grody – tak jak w Biskupinie – otoczone zwykle wałami drewniano-ziemnymi. Ich budowa miała zapewne związek z walkami plemiennymi lub jakimiś, trudnymi dzisiaj do uchwycenia, migracjami. Takie potężne w owych czasach fortyfikacje nie obroniły jednak Łużyczan przed katastrofą. Jaką? Niektórzy badacze uważają, że kultura łużycka upadła w wyniku najazdu koczowniczych Scytów. Ten wojowniczy lud był spokrewniony z Sarmatami i Sakami. O ich obyczajach pisał m.in. Herodot z Halikarnasu (żył w latach 484-426 p.n.e). 

"Scytowie oślepiają wszystkich swych niewolników – z powodu mleka kobylego, które jest ich napojem, a które uzyskują w ten sposób: biorą kościane dmuchawki, całkiem podobne do piszczałek, wtykają je w części rodne klaczy, dmą w nie ustami, a gdy jeden dmie, drugi doi" – wyjaśniał ten proces Herodot. "Czynią to, jak mówią, z następującego powodu: żyły klaczy nabrzmiewają wskutek dęcia, a jej wymię się zwiesza. Po wydojeniu wlewają mleko do drewnianych, wyżłobionych naczyń i ustawiwszy mleko dookoła tych naczyń, każą im mleko mieszać (...). Z tego to powodu oślepiają Scytowie każdego, kogo wezmą do niewoli, nie są bowiem rolnikami lecz koczownikami".

Scytowie nie znali litości. Między VII i III wiekiem p.n.e. mieszkali na stepach nadczarnomorskich. Zagony tych wyjątkowo groźnych wojowników, znakomitych łuczników i grabieżców (wypijali podobno krew pierwszego, zabitego wroga, z ich skór i skalpów robili m.in. kołczany i odzież: według Heredota do spełniania toastów używali ludzkich czaszek) trafiały także pod koniec VI i w pierwszej połowie V w. p.n.e. na dzisiejsze terytorium naszego kraju. Wiele grodów i osad zostało wówczas zniszczonych. Skąd o tym wiemy? Na ich pozostałościach znajdowano charakterystyczne, scytyjskie groty strzał, które były wykonane z żelaza, brązu lub rogu (znajdowano je także na stanowiskach archeologicznych Zamojszczyzny m.in. w Wieprzcu i Starym Machnowie). W Strzegomiu tkwiły one w zewnętrznej części dawnych wałów ziemnych grodziska.

Na stanowiskach archeologicznych znajdowano także okucia scytyjskich sztyletów.

Co się stało z Łużyczanami?

Jedna z osad obronnych kultury łużyckiej istniała w miejscowości Wicina (pow. żarski). Wybudowano ją na wydmie otoczonej bagnami. Ta osada także została zdobyta przez scytyjskich najeźdźców. Jej ludność trafiła do niewoli lub została wymordowana. W trakcie prac wykopaliskowych odkryto w spalonych zgliszczach osady szkielety starszych mężczyzn, kobiet oraz dzieci. Wygląda na to, że napad zaskoczył mieszkańców. "(Osada) nosi wyraźne ślady gwałtownego zniszczenia w wyniku najazdu. To (archeologiczna, wyszczególniona w wyniku badań) warstwa pożarowa, liczne porzucone lub pośpiesznie ukryte, cenne przedmioty, niepogrzebane szczątki ludzkie" – czytamy w jednym z opracowań. "Znaleziono tu m.in. liczne grociki strzał, zarówno typu scytyjskiego, jak i o formach używanych pospolicie przez ludność kultury łużyckiej".

Jak to zwykle w archeologii, niektórzy badacze uważają, że te walki mogły być wynikiem jakichś sporów plemiennych. Używano w nich jedynie narzędzi pochodzenia scytyjskiego. Tak czy owak, po setkach lat rozkwitu, kultura łużycka po prostu znikła, rozpłynęła się. Być może Łużyczan jakoś "wchłonęli" przedstawiciele innych ludów. Istnieje także możliwość, że zmieniły się obyczaje, sztuka i charakterystyczne cechy przedmiotów użytkowych tej grupy ludów (zdobienia na wyrobach garncarskich itd.). Dlatego istnienie Łużyczan po prostu przestało być uchwytne w materiałach archeologicznych.

1 komentarz

  • mieszkaniec
    mieszkaniec poniedziałek, 04 marzec 2019 11:57 Link do komentarza

    była kiedyś "wioska indiańska" w latach 80 na Oboźnej nad Łabuńką, w tym miejscu jest teraz parking :)
    ps niestety nigdzie nie ma zdjęć tego obiektu, chyba mało kto w tamtych czasach miał aparat :),
    swoją drogą nie pamiętam w którym roku ją zburzyli

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us