Reklama

Zamojszczyzna na starych pocztówkach i zdjęciach

Cesarz z którego zdarto skórę. Najbardziej nieszczęśliwy władca w dziejach Imperium Rzymskiego i... zamojski Pchli Targ

Na to wydarzenie przybyły tłumy miłośników towarów z drugiej ręki. W Zamościu odbywał się dzisiaj (6 września) wielki Pchli Targ. Można było m.in. znaleźć kilka stoisk numizmatycznych (oraz znacznie więcej takich, gdzie oferowano również wiele innych, starych towarów), a na nich banknoty i monety z różnych czasów: polskie, rosyjskie, niemieckie, francuskie itd. Jednak nie tylko czasy nowożytne bywają na tym wydarzeniu reprezentowane. Wśród monet można – przy odrobinie szczęście i uważności - wyszperać np. takie, które powstały w dawnym, wspaniałym Imperium Rzymskim czy tajemniczym Bizancjum.

Rajd ku czci bohaterów. Wspomnienie o bitwie pod Panasówką. Na podstawie relacji zebranych w 1934 roku przez uczniów

„Obejmują nas perspektywy słupów telegraficznych i jak gdyby mijają nas z szybkością 25 kilometrów na godzinę. Śpiew wydobywający się z całej piersi uprzyjemnia nam wyborną jazdę, promienie słoneczne rozświetlają nasze twarze (...)” – czytamy w trzecim numerze czasopisma „Nasza myśl” z 1934 roku, wydawanym przez młodzież szkół średnich w Zamościu.

Przymusowe lądowanie „Mewy” we wrześniu 1939 roku. Co wydarzyło się na polach wsi Hubale Kolonia?

- To była połowa września 1939 roku. Na Zamojszczyźnie trwały walki z Niemcami. To wówczas na lotnisku w Mokrem miał lądować pewien polski samolot – opowiadała nam jakiś czas temu Paweł Frącek, miłośnik historii z Zamościa. - Pilot zorientował się jednak, że lotnisko jest już zajęte przez Niemców. Dlatego wylądował na pobliskich polach, a potem kołował do wsi Hubale Kolonia, jakieś cztery kilometry dalej. Tam maszyna została podpalona. Tak przynajmniej o tym w okolicy mówiono.

Zamojska cerkiew została zburzona. Taki los spotkał także inne świątynie

- Ludzie byli na łące, a cerkiew stała na pagórku. I nagle takie dudnienie. Patrzą, cerkiew rozwalają! I tak wszystkie ludzie z łąki tam pobiegli: Polaki i prawosławne... - opowiada jeden ze starszych mieszkańców Podlodowa w gm. Łaszczów. - No i tam jeden zżynał kopułę. I ta kopuła tak leciała, bez ten dach i z takim hukiem spadła. Ludzie się nazlatywali i tak klękali, modlili się, płakali i też źle życzyli (tym, którzy dokonywali rozbiórki).

Unikatowe zapiski. Wspomnienie nie tylko o Michale Bojarczuku

Mam przed sobą prawdziwy skarb! To około osiemset stron niepublikowanych wspomnień Michała Bojarczuka, wspaniałego kronikarza, regionalisty oraz zasłużonego, wieloletniego dyrektora I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Zamoyskiego w Zamościu. Opisuje w nich w piękny, wartki, czasami emocjonalny sposób lata okupacji w Zamościu i na Zamojszczyźnie.

Wspaniały „Szalony major”

„Wracaliśmy z ujeżdżalni w doskonałych jak zwykle humorach, kiedy przed dowództwem pułku zajechał samochód, z którego wysiadł młody, przystojny oficer” — wspominał mjr Ludwik Tarnasiewicz, żołnierz hrubieszowskiego 2 Pułku Strzelców Konnych. „Otoczyliśmy przybysza, poklepując i gratulując mu przydziału. Był w nieprzemakalnym płaszczu, nie wiedzieliśmy, że nosi dystynkcję majora i jest naszym przyszłym kwatermistrzem”.

Marijka z zamojskich kresów

Dziewczyna ma regularne rysy i pięknie upięte włosy. Na szyję założyła mnóstwo korali. Jest ich tak dużo, że wydaje się, iż ograniczają one swobodę jej ruchów. Ma na sobie także porządne buty, fartuszek i bluzkę w misterne wzory. Patrzy przed siebie, w stronę fotografa. Zapewne umarła młodo. Na jej nagrobku nie umieszczono jednak daty narodzin i śmierci.

O podróżach, historii, roztoczańskich pagórkach. I wspomnieniach Feliksa Dżygało ps. „Bruchalski”

Spotkanie odbyło się przy pięknym, starym i drewnianym domu należącym do Bożeny i Marcina Gańskich: w roztoczańskich klimatach i krajobrazach: na szczebrzeszyńskim przedmieściu – Szperówka. Przybyło na nie kilkadziesiąt osób. Ludzie siedzieli sobie na drewnianych ławach przy domu, w letniej altanie i w różnych miejscach uroczego podwórka. Uśmiechnięci, odprężeni. Rozmawiali o różnych sprawach, sączyli czerwone wino. Wysłuchano kilku wierszy napisanych przez Bożenę Gańską, a potem odbyło się spotkanie autorskie z podróżniczką Elżbietą Wichrowską-Janikowską. Prezentowano też jej interesujące książki.

"Dwadzieścia kilometrów pod Moskwą". Listy niemieckiego żołnierza do dziewczyny w III Rzeszy

To ciekawa korespondencja. Są to listy jakie słał z frontu wschodniego w 1941 i 1942 roku niemiecki żołnierz piechoty: Willi Brudermayer do swojej ukochanej: Margareth Westermann z Petershagen (Weser). Jeden z nich został wysłany 6 listopada 1941 roku. Trzymam go w ręku. Papier jest pożółkły, delikatny, ale jeszcze się jakoś trzyma. Antykwariat od którego list nabyłem przygotował opis tego dokumentu. Żołnierz omawia w liście Operację Tajfun – niemiecką ofensywę na Moskwę, która ruszyła 2 października 1941 roku. Jego batalion brał w niej bezpośredni udział.

"Bić się do ostatniej kropli krwi i zwyciężyć". Porytowe Wzgórze. Tam drzewa nadal szumią o bohaterskich partyzantach

„Słońce już wzeszło, na naszych stanowiskach panowała taka cisza, że słychać było brzęczenie komarów i much. Poranek wstał pogodny, wiatru nie było, a słońce z samego rana zaczęło prażyć las i piaszczyste Wzgórze Porytowe. W okolicznych wioskach słychać było warkot czołgów i samochodów oraz grubiańskie komendy hitlerowskie” – pisał Mikołaj Kunicki ps. Mucha w swoich wspomnieniach. „Oficerowie niemieccy zachęcali swoich żołnierzy tłumacząc im, że partyzanci nie mają czym strzelać, bo już parę dni toczą zacięte walki i amunicji mają bardzo mało, tak że koło godziny 9-10 będą sami oddawać się do niewoli, a Niemcy za kołnierze zaprowadzą ich do obozów koncentracyjnych. Jak widać, Niemcom przychodziły najrozmaitsze pomysły do głowy. My, partyzanci mieliśmy jedną myśl: bić się do ostatniej kropli krwi i zwyciężyć”.

„Hrubieszowskie stryjki konne chodzą często nieprzytomne”. A jednak w boju nie mieli sobie równych!

„Do Kamieńska (woj. łódzkie) oddział dostał się bez wypadków, Kamieńsk jak wymarły, trochę gruzu, ruin, pożary” — wspominał w 1940 r. anonimowy uczestnik „wypadu na Kamieńsk”, najsłynniejszej akcji strzelców konnych z Hrubieszowa (relacja została zamieszczona w jednym z konspiracyjnych wydawnictw). „Słychać głosy mowy niemieckiej, a więc są… rozmawiają ronty nocne (zapewne chodzi o straże). Jedna z grup podkrada się cicho… trochę szamotaniny, jęk, cisza… Podwórko, na nim czołgi, samochody, ciągniki, tabor zmotoryzowany — w głębi stodoła”.

"Dwa wiadra do pojenia trzystu cieląt". O trudnym życiu w czasach PRL-u na Zamojszczyźnie: na początku lat 80. ubiegłego wieku

„Miniony rok był w moim przekonaniu — przełomowy, uniknęliśmy wojny domowej. Możemy dziś spokojnie oczekiwać nadchodzącej zimy. Widmo głodu i chłodu już nam nie zagląda w oczy, jak to było w grudniu ubiegłego roku (...)” - oceniał Piotr Bochniak, pracownik zamojskiego „Metalplastu”. „Zapowiedź zawieszenia stanu wojennego w moim przekonaniu jest ryzykowna. Obawiam się, że społeczeństwo nasze jest jeszcze zbyt rozgorączkowane, że emocje biorą górę nad rozsądkiem (…) „Również reforma gospodarcza nie prędko jeszcze przyniesie oczekiwane efekty. Obecnie płace są tak ustawione, że brak motywacji do dobrej pracy. Stałe elementy płac stanowią antybodziec. Na przykład bardziej obecnie opłaci się chorować, niż uczciwie pracować”.

Wspomnienie o poecie. Dzisiaj rocznica wybuchu I wojny światowej

Jakiś czas temu dotarł do mnie wybór wierszy Georga Trakla w opracowaniu Jana Koprowskiego. On także napisał wstęp do tej cennej dla mnie publikacji z 1973 roku (długo tej książki szukałem). Czytamy w nim: „Po wybuchu wojny, w sierpniu 1914 roku (Georg Trakl) został zmobilizowany i w stopniu porucznika wyruszył z innsbrucką kolumną sanitarną na obszar przyfrontowy w ówczesnej Galicji. Po bitwie pod Gródkiem Jagiellońskim musiał opatrzyć 90 ciężko rannych, w warunkach prymitywnych i bez niczyjej pomocy. Było to dla niego wstrząsem tak wielkim, że próbował popełnić samobójstwo”.

"Ziemia jęczy od grzmotów armatnich, szyby pękają, domy dygocą". Początek Wielkiej Wojny we wspomnieniach kobiet

Były sympatyczkami różnych armii. Jednak w ich wspomnieniach można znaleźć współczucie dla wszystkich ofiar wojny, która w latach 1914–1918 przeorała Europę. Kobiety, które stworzyły te zapiski, nigdy się zapewne nie spotkały. Dzisiaj niewiele osób pamięta, o co tak naprawdę walczyły potężne, wielomilionowe armie. Nie pojmowało tego także wiele ówczesnych kobiet, które w powszechnym szaleństwie, panice, strachu, bezradności wobec przetaczającej się jak walec wojennej zawieruchy, potwornych strat – próbowały jednak zachować jakiś zdrowy rozsądek. Dlaczego? Skwitowała to w swoich zapiskach kilkunastoletnia Anna Kahan: „Dla mnie, wojna czy nie, życie jest drogocenne”.

Na pamiątkę zniesienia pańszczyzny w Królestwie Polskim. To jedno z najważniejszych wydarzeń w naszych dziejach!

Ten przedmiot wygląda jakby przez całe lata leżał w ziemi i był wraz z nią przewalany wielokrotnie pługiem. Być może stąd takie rysy i przetarcia. Materiał z którego został wykonany także nie jest zbyt trwały. Jest to prawdopodobnie cynk, chociaż takie medale pamiątkowe wykonywano też z cyny, ale też czasami wybijano w srebrze. Jakiś czas temu udało mi się kupić na targach staroci bardzo zniszczony, rosyjski medal upamiętniający uwłaszczenie chłopów – czyli tak naprawdę zniesienie pańszczyzny – w Królestwie Polskim.

Zamość został odznaczony Orderem Krzyża Grunwaldu III Klasy. Czy ktoś o tym jeszcze pamięta?

Gdy byłem jeszcze dzieciakiem, zdjęcie tego orderu widziałem w wielu miejscach. Jego reprodukcje można było zobaczyć na szkolnych gazetkach ściennych, a także w lokalnych gazetach czy książkach (np. na całej, jedynej kolorowej stronie albumu „Zamojszczyzna. Kronika walki i pracy 1939-1969). To Order Krzyża Grunwaldu III klasy. To wysokie odznaczenie zostało przyznane w 1946 roku… Zamościowi „za wkład w walce o wyzwolenie narodowe i społeczne”.
Subskrybuj to źródło RSS

Narzędzia

Follow Us

Reklama

ezamosc.pl

Polecamy

Sekcje