Pamiętajmy o „dobrych wojakach”
- Napisane przez Bogdan Nowak
- Skomentuj jako pierwszy!
- Czytany 2727 razy
- Wydrukuj
foto: archiwum Bogdana Nowaka
Wśród tych starych przedmiotów przyniesiono także karty pocztowe oraz zdjęcia. Powstały one w przeróżnych okolicznościach. Wśród nich znaleźliśmy także fotografie z czasów I wojny światowej. Wyszperałem kilkadziesiąt takich pożółkłych skrawków papieru (ponad dwadzieścia przekazał mi także Stanisław Rudy, zasłużony kolekcjoner z Zamościa, były dyrektor ZDK). Są one piękne, niezwykle ciekawe.
Tajna broń cesarza Wilhelma?
Widać na nich głównie wojaków niemieckiej i austro-węgierskiej armii, którzy wyraźnie bardzo lubili pozować fotografom. Z dziarskimi minami stawali przed obiektywami aparatów, inni uwiecznili się z wybrankami swojego serca (oraz oczywiście także z medalami, szabelkami, pagonami, orderami itd.) inni woleli zostać zapamiętani w bardziej romantycznych okolicznościach np. podczas śpiewu i z gitarami w dłoniach.
Na jednym ze zdjęć widzimy jak uśmiechnięty i zapewne pachnący niezłymi perfumami niemiecki wojak, podrywa właśnie dziewczynę w pasiastej spódnicy i chustce na głowie. Jej strój oczywiście wskazuje na to, iż niewiasta pochodzi z ludu (być może była to Ukrainka). Dziewczyna oparła się o jakąś taczkę czy wózek, a w ręku trzyma... szpadel (inna, stojąca obok kobieta przekopuje podobnym narzędziem kawałek trawnika). Scenka, pomimo takich trochę nieprzystających niewiastom rekwizytów, wygląda na romantyczną.
Na innym zdjęciu uwieczniono personel jakiegoś wojennego szpitala. Uwagę zwracają białe, powiewające na wietrze czepki dwóch pielęgniarek i ich wykrochmalone kołnierzyki i fartuszki. Sfotografowani wraz z nimi mężczyźni ubrani są natomiast w fartuchy i spodnie przypominające piżamy. Na głowach mają wojskowe czapki, które jednoznacznie wskazują z kim mamy jednak do czynienia. Z zapisków zamieszczonych na odwrocie tej fotografii wynika, że została ona wykonana 6 sierpnia 1918 r.
Na innych zdjęciu (z 1916 r.) widać cały oddział niemieckich żołnierzy stojących lub siedzących na beczkach obok jakiegoś przedziwnego bunkra czy ziemianki (wystaje z niego rura przypominająca wywietrznik: być może jest to jednak jakaś tajna broń cesarza Wilhelma II Hohenzollerna). Takich grupowych, żołnierskich fotografii znalazłem zresztą na ostatniej Giełdzie Kolekcjonerskiej wiele.
Zrzucone okowy
Można je oglądać bez końca. Interesujący jest m.in. wyraz twarzy tych dawno już zmarłych lub poległych ludzi (niektórzy wyglądają na wymizerowanych), szczegóły ich ubrań, detale krajobrazu widzianego w tle oraz oczywiście historyczny kontekst w jakim te unikatowe zdjęcia zostały wykonane (czasami udaje się go określić dzięki zapiskom na fotografiach). Dlaczego jednak na żołnierzy austro-węgierskiej i niemieckiej armii z czasów I wojny światowej patrzymy dzisiaj niemal z sympatią? Bo paradoksalnie przynieśli oni na swoich bagnetach... powiew wolności. Świadczy o tym np. napis umieszczony na jednej z tablic na cmentarzu rzymskokatolickim w Szczebrzeszynie. Czytamy tam: „Mogiła symboliczna cmentarza wojsk austriackich z I wojny światowej z roku 1915 (wtedy przez nasze ziemie przetoczyła się wielka ofensywa wojsk niemieckich i austro-węgierskich – przy. red.). Po zajęciu przez Austrię m.in. Zamojszczyzny tereny te do 1916 r. zostały objęte autonomią, jaką posiadali Polacy pod zaborem austriackim. Język polski wrócił do szkół jako wykładowy. W 1916 r. zwiększyła się trzykrotnie liczba młodzieży uczęszczającej do szkoły ludowej, w tym młodzież starsza ucząca się teraz pisać po polsku. Ludność Szczebrzeszyna opiekowała się mogiłami pochowanych tu żołnierzy, z których wielu miała nazwiska polskie”.
Okowy rosyjskiej niewoli przestały wówczas naszych przodków uwierać. Nasz kraj musiał jeszcze poczekać na wolność. Jednak jej jutrzenka już pojawiła się na horyzoncie...
Płomyczek dla żołnierza
Zamojszczyzna jest wręcz usiana cmentarzami żołnierzy z I wojny światowej. Podczas zbliżających się Zaduszek także na tych żołnierskich mogiłach powinny chyba pojawić się płomyki naszych świec. Warto się też takimi, często zapomnianymi miejscami zaopiekować.