Zmiana warty u „Namysłowiaków”. Maestro Tadeusz Wicherek kończy dyrektorską misję!
- Napisane przez Teresa Madej
- 3 komentarzy
- Czytany 1271 razy
- Wydrukuj
foto: Teresa Madej
Choć żegna się z dyrektorskim gabinetem, jego genialna batuta wciąż będzie wybrzmiewać w Zamościu! „Namysłowiacy” w samo południe, przy torcie i wspólnym „Sto lat”, dziękowali liderowi z ułańską fantazją, który potrafił z tą samą pasją pielęgnować zamojskie „Żaby”, co rzucić wyzwanie światu w Arena di Verona. To tekst o 19 latach współpracy Maestro Wicherka z Orkiestrą Symfoniczną im. Karola Namysłowskiego, w których nie zmarnowano ani jednej chwili, ani jednej nuty, ani jednego dźwięku!
Przywołajmy słowa Pawła Sztompke, konferansjera wykreowanych przez Tadeusza Wicherka festiwali muzycznych w Zamościu, wybitnego recenzenta muzycznego o najstarszej orkiestrze symfonicznej w Polsce: „Jest orkiestra perłą w koronie Zamościa”. Ta ocena zobowiązywała do podejmowania licznych wyzwań. Maestro Wicherek odchodzi z tarczą! Zostają złote nuty w historii „Namysłowiaków”/
Dziewiętnaście lat. To nie tylko czas mierzony kalendarzem, to tysiące taktów i utworów, którymi Maestro Wicherek dyrygował zza pulpitu. Odchodzi ze stanowiska dyrektora i dyrygenta Orkiestry Symfonicznej im. Karola Namysłowskiego jako wizjoner, który „nie urodził się na kamieniu” – muzyk z krwi i kości, który tchnął w Zamość ducha wielkiego świata, nie tracąc z oczu zamojskiej ziemi oraz zamojskich melomanów.
Trawestując słynne powiedzenie o królu Kazimierzu Wielkim – Maestro zastał orkiestrę „włościańską”, a zostawił symfoniczną na światowym poziomie. To lata mądrej, konsekwentnej pracy i wizji artystycznej, która z lokalnej instytucji uczyniła dumę narodową. Jego fenomen polegał na tym, że sięgał tam, gdzie nikt wcześniej nie odważył się spojrzeć. Już na początku jego drogi, w marcu 2007 roku, napisałam zapowiadając nieco proroczo: „Tadeusz Wicherek światową batutę ma!” Dziś wiemy, że do tej batuty dołączyła niebywała, ułańska muzyczna fantazja, która pozwoliła Mu prowadzić zespół przez najtrudniejsze partytury z brawurą godną największych mistrzów.
Maestro Wicherek był mostem między epokami i gatunkami. Z niezwykłą czułością pielęgnował fundamenty – „karolowe nuty” z przełomu XIX i XX wieku. Pod jego ręką legendarne „Żaby”, zawadiacki „Kuba Jurek” czy nastrojowe „Świr, świr za kominem” odzyskiwały swój ludowy blask, stając się sercem tożsamości regionu. Ale te same instrumenty, które grały zamojskie oberki, pod jego batutą podbiły świat. Nigdy nie zapomnimy dumy, gdy w 2014 roku pod włoskim niebem, w antycznych murach Arena di Verona, nasza Orkiestra w spektakularnym projekcie „Rock Loves Chopin” pokazała światu polską duszę w nowoczesnym blasku. To Maestro miał odwagę, by w Sali Kongresowej w 2010 roku połączyć symfoniczne brzmienie z rockową legendą – Jonem Lordem (Deep Purple), a trzy lata później stworzyć nowatorską fenomenalną „Co-operę”, udowadniając, że muzyka oraz możliwości „Namysłowiaków” nie znają granic.
Jego kadencja to czas wielkich festiwali: od wzruszającego Zamojskiego Festiwalu Kultury im. Marka Grechuty, przez barwny Zamojski Festiwal Kultury „arte, cultura, musica e…”, aż po niezwykłe, transmitowane na całą Polskę koncerty kolęd z XVI-wiecznej Katedry Zamojskiej. Maestro zapraszał do Zamościa gwiazdy światowego formatu, jak włoski Drupi, ale z równym pietyzmem celebrował polskie i lokalne talenty. To on poprowadził niezwykły koncert z legendarnym, pochodzącym z Zamościa Zespołem VOX, który podbił estrady świata. Pod jego ręką Orkiestra nie tylko koncertowała, ale i edukowała – „Bajki Symfoniczne” budowały wrażliwość najmłodszych, a ogólnopolskie trasy z grupą Studio Accantus przyciągały tłumy nowej publiczności. Maestro porwał się nawet na narodowy monument, jakim jest „Straszny dwór” Stanisława Moniuszki, udowadniając, że Zamość ma operowe serce i duszę.
Był dyrygentem, który potrafił wydobyć z ciszy sens między nutami; był dyrektorem, który umiał budować instytucję z pasją i konsekwencją. Za nim — lata pracy, setki prób, tysiące taktów, chwile radości i momenty, gdy trzeba było stawić czoła trudnościom. Za nim — Orkiestra, która dzięki niemu zdobyła nowe brzmienia i nowe sceny.
Finał tej drogi był szlachetny w swej prostocie. Bez zbędnych fajerwerków, niemal w samo południe, podczas zwykłej przerwy w próbie do kolejnego koncertu. Między jedną a drugą frazą wybrzmiało szczere, chóralne „Sto lat!”, a muzycy podzielili się z Maestro tortem. Ta chwila pokazała najprawdziwszą miarę Tadeusza Wicherka – człowieka, który dodał orkiestrze skrzydeł i zostawił ją „murowaną” kunsztem oraz światową klasą.
Warto przypomnieć jeszcze jedną ważną chwilę. -Dziękuję serdecznie za olbrzymie wyróżnienie. Mój zawód to moje hobby, a jeśli mam takie zaplecze, to jestem szczęśliwy - powiedział uhonorowany statuetką "Ambasador Kultury Zamościa 2008" Tadeusz Wicherek (5.09.2009). A wszystko to działo się w obecności Jana Ptaszyna Wróblewskiego, Henryka Miśkiewicza, Krystyny Prońko i dyrygenta Zbigniewa Gracy, czyli spotkania z muzycznym wszechświatem podczas trzeciej edycji Zamojskiego Festiwalu Kultury im. Marka Grechuty.
Przywołam jeszcze słowa Pawła Sztompke z 2011 r.: „Tysiące miast na świecie oddałoby wszystko, swoje wielkie bogactwo i swoje świetnie rozwijające się firmy, banki żeby mieć taką artystyczną perłę. Wyście umieli stworzyć to wiele lat temu, ale i kształtować na tyle ten zespół, że teraz to jest prawdziwa Orkiestra Symfoniczna na europejskim poziomie.”
Maestro Wicherek odchodzi z tarczą, ale wie najlepiej, że tę tarczę kuli wspólnie jego muzycy. Tylko z takim zespołem – ludźmi o wielkich sercach i talentach oraz wirtuozerskich umiejętnościach – mógł podbić nie tylko polską scenę muzyczną, ale i rzucić na kolana wymagającą publiczność pod niebem Italii. To była wspólna szarża, ułańska fantazja, która zamojską orkiestrę wyprowadziła z cienia historii prosto w światła jupiterów.
Jego służba Miastu i Orkiestrze to zapis długiej symfonii: partytura pełna zwycięstw, trudnych decyzji i odwagi, która potrafiła przemienić wyzwania w nowe tematy do grania. Czas Wicherka z Namysłowiakami zapisał się złotymi zgłoskami w historii Zamościa. Trwałym śladem tej wielkiej misji pozostanie tablica pamiątkowa w zamojskiej „Alei Sław” – drogowskaz dla przyszłych pokoleń. Maestro odchodzi w blasku sukcesu, trzymając w dłoni tę samą genialną batutę, która przez 19 lat uczyła nas słuchać ciszy i kochać muzykę.
Maestro, dziękujemy za te lata odwagi, pasji i oddania swego geniuszu w służbie Zamościa!
3 komentarzy
-
No to strata dla naszego miasta
-
Wygląda na to, że Maestro miał dość współpracy z naszym miastem. Dał nogę, kiedy tylko nabył uprawnienia emerytalne.
-
Pamiętam argumentację dyrektora chyba na sesji, że wyjeżdżając do Niemiec ciężko tłumaczyć, że to "chłopska" orkiestra. A Włościańskia była jedyną, symfonicznych jest dużo. Czy wykorzystano potencjał najstarszej orkiestry w Polsce? Moim zdaniem nie. Historia oceni.