Kolejny dodruk "Wizjonera na strychu"
- Napisane przez SŁ
- 5 komentarzy
- Czytany 1292 razy
- Wydrukuj
foto: materiał nadesłany
Przypomnijmy, trzecie, przebudowane i rozszerzone wydanie "Wizjonera na strychu" ukazało się w 2021. Książka szybko zniknęła z półek. Teraz ponownie pojawiła się w sprzedaży.
- "Wizjoner..." jest dla mnie książką najważniejszą, także dlatego, że pierwszą, najbardziej oczekiwaną. Szlifowałem go przez kilka lat w kolejnych wydaniach. I nadal mam wrażenie, że wiele jeszcze mógłbym tam dodać, uzupełnić. W książce pojawiły się także historie rodzinne oraz opowieści wielu osób, które znam i bardzo szanuję - pisze Bogdan Nowak.
Publikacja ma około 640 stron. Jest w niej sporo zdjęć. Okładkę książki zdobi fotografia dziadka autora: Jana Nowaka, żołnierza września 1939 roku w mundurze II Pułku Strzelców Konnych.
Książkę można kupić w księgarni "Trio z Roztocza", która mieści się przy Rynku Solnym 2 w Zamościu.
Poniżej wstęp napisany przez Tomka Tomczewskiego:
"„Wizjoner na strychu” Bogdana Nowaka to książka, której nie sposób przeczytać jednym tchem. Zbyt wiele w niej emocji. Tak — właśnie emocji, choć wydaje mi się, że nie one miały stanowić istotę tej publikacji. Podtytuł zaprasza bowiem czytelnika w czasy i miejsca różne. Pełne historii „niezwykłych, fascynujących, przerażających, inspirujących, pięknych, niejednoznacznych…", jak wylicza autor w tekście wprowadzającym czytelnika w klimat dziejów, których za stron parę stanie się świadkiem i uczestnikiem.
W początkowych rozdziałach odnajdziemy m.in. opisane z ciepłym uśmiechem zachowania, które (nie) przystoją pannie na schadzce z narzeczonym czy poznamy związek między kobiecą próżnością a… szarawarami. W tym momencie i miejscu pierwsze strzały będą padać jeszcze sporadycznie, a pierwsze ich ofiary da się jeszcze zliczyć.
Prawdziwe ludzkie dramaty pojawią się wkrótce. Dotkną zarówno osób konkretnych, wymienionych z imienia i nazwiska, bezimiennych, jak i całych rodzin, wiosek, wojskowych czy partyzanckich oddziałów. Naznaczą piętnem hańby hitlerowców, Sowietów, Kałmuków i Ukraińców. Oddadzą sprawiedliwość pomordowanym, wywiezionym i cierpiącym. Wskażą bestie w ludzkiej skórze, zdrajców i niezłomnych. Wskrzeszą pośmiertnie Tych Wszystkich, o których próbowała zapomnieć historia.
Cenne w „Wizjonerze…” jest to, że oprócz prawdy historycznej — czasami prawdziwym cudem wyszperanej z domowych archiwów — Bogdan Nowak znajduje czas, żeby pochylić się też nad człowiekiem. Z jego słabością, ułomnością, wymuszonymi przez wyższą konieczność zachowaniami, które nierzadko odbiegały od kategoryczności czerni i bieli.
Przyznam się, że miałem wiele momentów w czasie lektury, gdy po prostu chciałem cisnąć książką w ścianę. Tak by rozpadła się na kawałeczki, a wraz z nią uleciały w niebyt opisywane historie. Z powodu złości, bezsilności, niesprawiedliwości, współczucia. Książka nadal jest cała, a dzieje ludzi i miejsc w niej opisanych pozostały w głowie. I to chyba największa, oprócz historycznej, wartość tej publikacji.
Bogdanowi Nowakowi chwali się też fakt, że tok narracji poprowadził wartko niczym żołnierski marsz, czyniąc niejako z niego klamrę kompozycyjną wielu wartościowych autentycznych świadectw, cytowanych zwierzeń, pamiętników lub dokumentów. Dzięki temu zachowany został właściwy rytm zdarzeń, czasami podkreślony krótkimi zdaniami niczym „ładuj — pal”, innym razem zaś płynący we frazach rozbudowanych niczym dogasająca z sykiem chłopska chata.
Można oczywiście mieć zastrzeżenia, że nie wszystkie fotografie są ostre, a kontury bohaterów na nich ukazanych odpowiednio wyraziste. Ale moim zdaniem w ten sposób znakomicie komponują się z czasami, których są widokówkami. Porównam to z muzyką z tamtych czasów, która najwiarygodniej brzmiałaby na trzeszczącej gramofonowej płycie.
Pozostaje jeszcze kwestia tytułu, której… nie mam zamiaru wyjaśniać. Zasugeruję tylko, że jej geneza jest intrygująca jak wiele innych historii przybliżonych w „Wizjonerze”, a w księgarniach pozostały jeszcze (o dziwo) resztki nakładu.
Są książki, które przeczytać warto. Tę przeczytać powinien nie tylko mieszkaniec Zamojszczyzny. Choćby po to, by poznać grupę krwi swojej Ojczyzny".
5 komentarzy
-
I"I Pułku Strzelców Konnych" - tak się nie nazywało jednostek, winno być "2 Pułk Strzelców Konnych"
"Tomka Tomczewskiego" - a co to za dzieciak ten Tomek ? Cóż to za maniera ? A jeżeli jużchodzi o Tomczewskiego i wstęp to akurat nie jest zaleta a wręcz przeciwnie -
a cena ?
-
"księgarniach pozostały jeszcze (o dziwo) resztki nakładu" - coś takiego pojawia się w wstępie ? To tylko charakteryzuje "Tomka". Dziecinada
-
Z tekstu wynika, że jest to wstęp do trzeciego wydania tej książki. Zatem wiadomo o co chodzi Tekst został ładnie, lekko napisany. Na pewno zachęca do zakupu, a taka jest jego rola. Reszta zarzutów to czepiactwo i nieuzasadnione uogólnienia. Widocznie autor tekstu się zna z Panem Tomaszem
-
z jakim Panem Tomaszem ? Przecież to "Tomek" Drugi Tomek Czereśniak