Czym dziad wędrowny różnił się od żebraka? I dlaczego było ich tak wielu w Dzień Zaduszny przed polskimi cmentarzami?
Podczas Zaduszek (2 listopada, po dniu Wszystkich Świętych) organizowano w dawnej Polsce stypy i obiady żałobne. Takie uczty na cześć zmarłych zwano kiedyś „chauturami”. Mieszkańcy wsi suto zastawiali stoły i zapraszali do nich najuboższych. Dawano im także różne podarki. Biedni otrzymywali je też przed kościołami i cerkwiami (były to drobne monety lub jedzenie np. pierogi, chleb czy placki). Czego oczekiwano w zamian? Biedacy mieli modlić się do Boga za dusze wybranych przez ofiarodawców zmarłych (uważano, że przy pomocy biedaków łatwiej przejść „z jednego stanu w inny”). A nędzarzy... nigdy nie brakowało. W dawnej Polsce mawiano nawet: „Na każdym weselu swat, na każdej stypie dziad”. Uważano, że mają oni tajemną wiedzę oraz są „ludźmi bożymi”. Dlatego zapraszano ich także na nocne czuwania przy zmarłych domownikach. Czasami owi dziadowie wędrowni prowadzili też wiejskie kondukty pogrzebowe (bywało, że zastępowali w tej roli księży!). Śpiewali wówczas ułożone przez siebie monotonne pieśni, które miały moralizatorski charakter. Zachowała się część takich dziadowskich utworów.