Reklama

Wspaniały kościół, co był kiedyś cerkwią. Warto wybrać się do Budynina

foto: Bogdan Nowak foto: Bogdan Nowak
Do dawnej cerkwi grekokatolickiej pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP w Budyninie wybraliśmy się właściwie przypadkowo. Po prostu przejeżdżaliśmy przez wieś i zobaczyliśmy ludzi, którzy wyszli z nabożeństwa. Stali w kilku grupach, w sąsiedztwie dużej, drewnianej i trzykopułowej cerkwi. Na pustej ulicy i na jej poboczu. Wyglądali na wyjątkowo zgraną i niezwykle sympatyczną społeczność.

Chyba omawiali jakieś ważne dla wsi sprawy. Mieli na sobie odświętne, niedzielne ubrania i toczyli kilka dyskusji jednocześnie. Gdy wysiedliśmy z auta i zapytaliśmy o drogę do Chłopiatyna, jeden z mężczyzn oznajmił, że ma klucz do miejscowego kościoła, co był kiedyś cerkwią i właściwie. Jeśli mamy chwilę, może nam świątynię pokazać. Chętnie się na to zgodziliśmy.

Malowidła jak wielkie kobierce
Z zewnątrz owa drewniana cerkiew (obecnie to kościół rzymskokatolicki, filialny należący do parafii w Machnówku) wyglądała ciekawie, ale nie różniła się jakoś szczególnie od świątyń, które widzieliśmy dotychczas. Zwłaszcza, że wzniesiono ją w 1887 r., więc w naszym mniemaniu mogła uchodzić za młodą (kilka kilometrów dalej stoi cerkiew w Korczminem którą wybudowano w XVII wieku, zaraz po szwedzkim „Potopie”!).

Jednak warto podkreślić, że świątynia w Budyninie została wybudowana z zachowaniem wszelkich zasad budownictwa cerkiewnego. Postawiono ją zresztą w miejscu gdzie istniała wcześniej inna cerkiew (istniała od 1774 r.). W internetowych opisach tej budowli czytamy: „(jest) duża, trzykopułowa, z ozdobną galeryjką arkadową i wydatnymi wysokimi okapami”. Natomiast Jan Górak w swojej pracy z 1984 r. pt. „Dawne cerkwie drewniane w województwie zamojskim” zanotował: „Cerkiew obiega dookoła zadaszenie na rysiach, przerwane w miejscu ganku i zakrystii. Nad zadaszeniem ściany zewnętrzne oszalowane. Kopuły i dachy pokryte blachą”.

Szczególne wrażenie robi jednak cerkiewna polichromia. Świątynia pokryta jest nią wewnątrz niemal w całości. Owe malowidła wykonano podobno w 1892 r., ale w tradycji... barokowej. Możemy zatem zobaczyć w świątyni mnóstwo aniołków z białymi, pierzastymi skrzydłami i szarfami wykonanymi z liści i (chyba) kwiatów. Te postacie jakby unoszą się w powietrzu na pozornych sklepieniach, pod wielkimi kopułami. Anioły mają peleryny w różnych kolorach i młodzieńcze lekko, pucułowate twarze.

Niżej widać malowidła męczenników przypiętych do pali, z kołami do gruchotania kości i innymi atrybutami (jedna ze świętych trzyma np. miecz i kielich). Wszystkie te postacie, esy floresy i barwne tła przypominają ogromne kobierce, na których w dziwny sposób kładą się smugi światła padającego z okien.

Jak za czasów pradziadów
Ozdobą świątyni jest częściowo zachowany, grekokatolicki ikonostas. Zachowały się także malowidła w kompozycji przypominającej Deesis, obrazy przedstawiające ostatnią wieczerzę oraz m.in. różne sceny biblijne. Obok zobaczymy także dwa boczne ołtarze „rokokowo-ludowe” z ikonami pisanymi na deskach, które aż skrzą się od złota. Dostrzeżemy na nich m.in. Chrystusa Pantokratora oraz Matkę Boską z Dzieciątkiem.

W skład wyposażenia świątyni wchodzą także ławki i stalle z końca XVIII w., które przeniesiono z dawnego kościoła sióstr dominikanek w Bełzie. Obok świątyni stoi również pochodząca z XVIII w. drewniana dzwonnica. Całość robi ogromne, niezatarte wrażenie. Z pozoru nic tutaj nie powinno pasować do siebie. Pełna harmonii tradycja cerkiewna bardzo daleka jest przecież od pełnego zawijasów, przepychu i złoceń baroku. Malowidła barokowe (z iluzjonistycznymi motywami architektonicznymi) nie pasują do surowych, cerkiewnych desek. Ponadto skromny, wręcz surowy wygląd zewnętrzny powinien współgrać z tym co znajduje się w środku, A jednak to wszystko razem spaja się w niezwykłe, jakby trochę naiwne, ale tworzące spójną całość: wspaniałe dzieło! Miejscowi są z niego bardzo dumni.

- Malowidła nigdy nie były odnawiane, dlatego wyglądają tak jak za czasów naszych dziadów i pradziadów. Oczywiście są już poszarzałe, przybladłe, trochę zniszczone... - mówił nasz przewodnik. I dodał: - Świątynię wznosił także mój pradziadek i jego nazwisko wymalowano nad chórem. Można je tam nadal zobaczyć. Są tam także daty i inne nazwiska ludzi którzy przyczynili się do powstania cerkwi, przemianowanej później na kościół. Tutaj się modlimy.

Warto wybrać się do Budynina. W tym miejscu tradycja wschodnia w niezwykły sposób splotła się z zachodnią. Takie dzieła zdarzały się na pograniczu kultur.

Bogdan Nowak

1 komentarz

  • piripiri
    piripiri poniedziałek, 17 sierpień 2020 12:47 Link do komentarza

    Piękne wnętrze, ciekawe miejsce!

Skomentuj

- Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
- Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
- Portal ezamosc.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
- Użytkownik publikując komentarze reprezentuje własne poglądy i opinie, biorąc pełną odpowiedzialność karną i cywilną za publikowane treści.
- Pola wymagane są oznaczone *
- Twój adres email nie będzie opublikowany
- Korzystając z opcji 'komentarz', akceptujesz zasady regulaminu i politykę prywatności.
- Aby dodać komentarz, musisz zaznaczyć pole "Nie jestem robotem", tym samym potwierdzasz, że akceptujesz zasady regulaminu

Powrót na górę

Sekcje

Polecamy

ezamosc.pl

Reklama

Narzędzia

Follow Us