Wspomnienie sławnej bitwy pod Wiedniem. Walczyła w niej zamojska chorągiew husarii, a potem śpiewano o tym zwycięstwie pieśni
- Napisane przez Bogdan Nowak
- Skomentuj jako pierwszy!
- Czytany 173 razy
Józef Brandt, Bitwa pod Wiedniem. Fot. Wikipedia
To musiało wyglądać efektownie. „Zamojska” chorągiew husarii, dowodzona przez Marcina Zamoyskiego, podobno jako jedna z pierwszych wdarła się do obozu tureckiego podczas Bitwy pod Wiedniem, zwanej Odsieczą Wiedeńską. Ten elitarny, świetnie uzbrojony oddział jazdy, siał wśród wrogów popłoch. Potem chorągiew dzielnie walczyła też w batalii przeciwko Turkom pod Parkanami (7-9 października 1683 r.) oraz m.in. pod Ostrzyhomiem.
Zostało to przez króla docenione. A nie była to jedyna batalia w której wsławili się wspaniali żołnierze związani z Zamościem i Ordynacją Zamojską.
Spór o Ordynację
„Skąd zacząć? Nie wiem. Lubo bym wspomniała/ Szwedzką, Czudnowską, Chocimską robotę/ Gdzie widzieć było jego męstwa cnotę” – zastanawiała się muza historii Klio, w żałobnym wierszu napisanym w 1689 roku po śmierci Marcina Zamoyskiego, IV ordynata. „Jako zdrowie swe niósł nieustraszony/ Przeciw ognistym piorunom Bellony/ Na nieprzyjaciół jak nacierał śmiało/ Gdzie tysiąc śmierci ku nim się zbliżało/ Jak leciał prawie na huk i na groty”.
W wierszu wspomniano także Odsiecz Wiedeńską „co się krwią oblała”. Wymieniono również inne – nie tylko wojskowe zalety i osiągnięcia czwartego ordynata. „Zna cały Zamość, jakiego miał Pana. Któremu była ta rozstropność dana” – czytamy w wierszu.
Był bez wątpienia świetnym żołnierzem. Jednak zamojską ordynację przejął po długich sporach, nie bez zgrzytów. Nie zawsze był wierny kolejnym królom, ale dowodzona przez Marcina Zamoyskiego, IV ordynata, chorągiew husarii wsławiła się m.in. w bitwie pod Chocimiem oraz podczas Odsieczy Wiedeńskiej. Jak do tego wszystkiego doszło?
„Niedzielisko (czyli podzamojskie Niedzieliska) przejeżdżając, zastąpił mi p. Zamoyski (Marcin, IV ordynat – przyp. red.) i ze swoją jejmością musiałem tam obiad jeść z nimi” – pisał Jan III Sobieski, król Polski, w „podróżnym” liście do swojej żony, wysłanym 28 sierpnia 1676 r. „Ale moja imaginacja wszystka była i myśl o tym, żem tam raz był z Wcią moim sercem”.
Sobieski marzył wówczas o swojej Marysieńce. Nie uszło jednak jego uwagi, że „Sama p. Zamoyska z wielkim brzuchem, już srodze do matki podobna”. Skąd taka zażyłość króla z Marcinem Zamoyskim? Na to złożyło się wiele dziwnych zbiegów okoliczności. Tak czy owak – bez Sobieskiego Marcin Zamoyski mógłby zapewne o przejęciu Ordynacji jedynie pomarzyć…
Jan „Sobiepan” Zamoyski odszedł z tego świata w kwietniu 1665 r. Nie pozostawił potomstwa. Trójka jego dzieci zmarła w niemowlęctwie, dlatego na nim wygasła główna, tzw. kanclerska, linia rodu Zamoyskich. Marysieńka – żona ordynata była wolna. Szybko z tego skorzystała. Już w pięć tygodni po śmierci „Sobiepana” zawarła ślub z Sobieskim (w 1674 r. została królową). W tej sytuacji wielki majątek Zamoyskich stał się łakomym kąskiem, przedmiotem sporów.
Z roszczeniami spadkowymi wystąpiła Gryzelda Wiśniowiecka, siostra „Sobiepana”. Kłopot w tym, że w statucie Ordynacji wykluczono kobiety z dziedziczenia. Wyraźnie stwierdzono w nim, że „swe rodzone siostry i córki oraz sukcesorów tychże sióstr i córek tudzież cały ród płci żeńskiej (...) od sukcesji dóbr powyższych na zawsze oddala”. Mając taki atut w ręku, o ten majątek zaczęli się także starać przedstawiciele rodziny Zamoyskich pochodzący z linii Macieja, syna Tomasza z Łaźnina. Na ich czele stanął kasztelan czernichowski, Zdzisław Jan Zamoyski
„Strony zaczęły prowadzić zażartą agitację wśród szlachty o uznanie swych praw i racji” – pisał Marian Kozaczka w książce pt „Poczet Ordynatów Zamoyskich”. „I rzeczywiście, zwłaszcza wśród magnackich rodów, spór ten wywołał wiele kontrowersji i polemik”.
Gryzeldzie chyba w końcu puściły nerwy (przecież była kiedyś żoną osławionego Jeremiego Wiśniowieckiego „Jaremy” – gwałtownego kresowego księcia, pogromcy Kozaków). Bezprawnie przejęła rządy w zamojskiej Ordynacji. I poradziła sobie świetnie... W 1669 r. np. jej syn, Michał Korybut Wiśniowiecki, został obrany na króla Polski.
Gryzelda zmarła w 1672 r. Po jej zgonie zamojskie dobra (także bezprawnie) przejął Stanisław Koniecpolski, siostrzeniec Wiśniowieckiej. Jednak Zamoyscy nadal nie rezygnowali ze swoich praw. Głośno się o nie upominali. W końcu sprawą zajął się sejm.
W 1674 r. przyznał on synowi Zdzisława Jana, Marcinowi Zamoyskiemu, prawo do dziedziczenia schedy po „Sobiepanie”. Nie obyło się to bez wsparcia najważniejszych osób w państwie.
Stronnik hetmana Sobieskiego
Marcin Zamoyski urodził się w 1637 r. na Podolu (jego matką była Zofia z Lanckorońskich). Miał trzech braci i dwie siostry. Od wczesnej młodości poświęcił się karierze wojskowej. Brał udział (po stronie króla polskiego) w „potopie szwedzkim”. W 1656 r. – po potyczce pod Rawą Mazowiecką – trafił nawet do szwedzkiej niewoli. Potem walczył przeciwko Kozakom. Brał również udział w wyprawach zbrojnych przeciwko Rosjanom (m.in. w kampanii cudnowskiej) i Turkom. Uznano go za świetnego dowódcę. „Był z nami jm. Pan Marcin Zamoyski, podstoli lwowski, rotmistrz miał chorągiew swoją dobrą pancerną, wielkiej odwagi i wielkiego serca człowiek, a przy męstwie tak wielkim rozum pański mający” – pisał Jan Florian Tuszyński po wojnie z Rosją w latach 1663-65.
Marcin Zamoyski nie szczędził dla ojczyzny krwi i pieniędzy. Na własny koszt utrzymywał m.in. chorągiew husarii, którą oszacowano na 150 koni. Nie zawsze jednak był wierny królowi. W 1665 r. wziął udział w tzw. rokoszu Zebrzydowskiego. Była to konfederacja wojskowa zawiązana przeciwko królowi Janowi II Kazimierzowi. Żołnierze bronili się m.in. – jak tłumaczyli – przeciwko absolutyzmowi tego władcy.
Wprawdzie konfederaci pobili wojska królewskie w bitwach pod Częstochową i Mątwami, ale w końcu musieli ukorzyć się przed królem, którego pozycja umocniła się. Jak to lakonicznie ujął Marian Kozaczka: „Zamoyski nie zdobył wówczas sławy”. Gdy jednak związał się z ówczesnym hetmanem Janem Sobieskim, szybko swoją niesławę „odrobił”. Znowu chwycił za broń. Zamoyski wielokrotnie był ranny „od kuli i szabli”, m.in. w bitwie pod Mohylewem (w 1671 r.) oraz w sławnej „potrzebie” pod Chocimiem (1673 r.).
To ostatnie zwycięstwo zbiegło się ze śmiercią króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego (zasiadł na tronie po Janie Kazimierzu, który abdykował). Po nim na króla obrano Jana III Sobieskiego. To właśnie on pomógł podobno swojemu protegowanemu w przejęciu Ordynacji. Nie tylko. W 1681 r. Zamoyski otrzymał od króla nominację na intratny urząd Administratora Skarbu Koronnego oraz nominację na wojewodę lubelskiego. Zamoyski ożenił się z Anną Franciszką Gnińską. Z tego związku urodziło się ośmioro dzieci. To zaważyło na dalszych losach Ordynacji, która miała zabezpieczoną „sukcesję”. Władysław Zawistowski, historyk i miłośnik szlacheckiej Rzeczypospolitej, zauważył, że „wszyscy żyjący dziś Zamoyscy są potomkami Marcina Zamoyskiego”.
Ordynat nie mógł sobie jednak pozwolić na delektowanie się życiem rodzinnym. W 1683 r. jego husarska chorągiew znowu była potrzebna. Stanął na jej czele.
Szeregi tureckie prysnęły niczym bańka mydlana
Jan III Sobieski pojawił się przy ciężkiej jeździe i skinął buławą. Na ten znak pochyliły się do przodu kopie, a ręce jeźdźców mocno pochwyciły uzdy swych rumaków, kierując je w sam środek tureckiego szyku. Na czele ciężkiej jazdy jechał król. Wśród atakujących była też chorągiew husarii dowodzona przez Zamoyskiego.
Bitwa pod Wiedniem została stoczona 12 września 1683 r. Blisko 70-tysięczne wojska polsko-austriacko-niemieckie dowodzone były przez króla Jana III Sobieskiego. Po przeciwnej stronie stała potężna, licząca od 140 do 300 tys. żołnierzy (różne źródła podają odmienne szacunki), armia turecka pod wodzą wezyra Kara Mustafy. Chciała ona zająć dobrze ufortyfikowany (i oblegany od 14 lipca) Wiedeń, stolicę habsburskiej monarchii, a potem... całą Europę.
Sobieski najpierw wysłał do boju piechotę, która „oczyściła z janczarów” przedpole ataku. Następnie, na tzw. rozpoznanie ataku, wysłał chorągiew husarską porucznika Zbierzchowskiego. Miała ona zbadać, czy na tym terenie nie było np. wilczych dołów i innych pułapek. Chorągiew poniosła duże starty, ale stwierdzono, iż atak jest możliwy.
Około godziny 18 Sobieski dał sygnał do generalnego ataku. Turcy nie wytrzymali impetu polskiej husarii, która przełamywała kolejne tureckie pułki. Sam wezyr ujął w ręce łuk i zaczął strzelać do atakujących chrześcijan. Nie na wiele to się zdało. W końcu Kara Mustafa uciekł wraz ze swoją świtą. Turcy podczas tego ataku stracili ok. 15 tys. żołnierzy. Chrześcijan zabito ok. 3,5 tys. (w tym 1,3 tys. Polaków). „Porażka i przegrana – od której niech Ałłach zachowa! – była to przeogromna, klęska taka, jaka od powstania (osmańskiego) państwa nigdy jeszcze się nie wydarzyła” – pisał z żalem Silahdar Mehmed, turecki kronikarz. „Zamojska” chorągiew husarii, dowodzona przez Marcina Zamoyskiego, jako jedna z pierwszych wdarła się do obozu tureckiego. Ten elitarny, świetnie uzbrojony oddział jazdy, na pewno siał wśród wrogów popłoch. Potem chorągiew dzielnie walczyła też w batalii przeciwko Turkom pod Parkanami (7-9 października 1683 r.) oraz m.in. pod Ostrzyhomiem.
Zostało to przez króla docenione. W 1863 r Zamoyski został podskarbim wielkim koronnym (czyli kimś w rodzaju dzisiejszego ministra finansów). To on zarządzał m.in. mennicami, był odpowiedzialny za ściągnie podatków i wypłacany żołnierzom żołd. Miał duży wpływ na obsadzanie m.in. urzędów starostów.
W 1688 r. Ordynacja składała się z 9 miast, 60 folwarków i 168 wsi. Zamoyski dbał też o twierdzę. Przeprowadził modernizację obwarowań (wzmocniono m.in. mury i wykonano roboty ziemne). Przebudował pałac oraz ufundował w Zamościu klasztor reformatów. Kolegiacie podarował m.in. drogocenny srebrny krzyż procesjonalny oraz monstrancję. Podczas jego rządów w Zamościu gościł król Jan III Sobieski oraz – podobno – także jego żona Marysieńka (w jej przypadku historia zatoczyła w Zamościu dziwne... koło).
Marcin Zamoyski zmarł 17 czerwca 1689 r. w Krzeszowie nad Sanem. Miał 52 lata. Został pochowany w podziemiach kolegiaty w Zamościu (pod kaplicą Zamoyskich). Tak pisał o tym kronikarz Zachariasz Arakiełowicz. „Dnia 1689 17 iuni (czerwca), to jest w piątek o godzinie czwartej przed południem pomarł w Krzeszowie ś. p. JW, nam Wielce Mciwy Pan, Imć Pan Marcin Zamoyski, podskarbi wielki koronny, pierwszy ordynat państwa zamoyskiego etc., którego duszy niech Pan Bóg będzie miłościw jako benefactorowi (dobroczyńcy) i obrońce całej Ordnacji” – czytamy w opisie pogrzebu napisanym przez Zachariasza Arakiełowicza. „Anno ut supra był pogrzeb Imci Pana na Zamościu 10 iuly (lipca) w Kościele Kolegiackim, na którym pogrzebie rycerskie dzieła ekspedyjowały się: Naprzód Imć Pan Głuski, podstoli lubelski, porucznik kompanijej rzucał buławą. Imć Pan Uliński, chorąży tejże kompanijej, rzucał chorągiew. Imć Pan Wolski, pierwszy towarzysz, kruszył kopiję. Imć Pan Dzik, towarzysz tejże kompaanijej, rzucał szablę. Imć Pan Miłaszewski, towarzysz tejże kompanijej, rzucał dzidę”.
To była piękna, symboliczna ceremonia… Rządy po Marcinie Zaamoyskim przejął jego syn – Tomasz Józef Zamoyski.
A o polskich „przewagach” m.in. pod Wiedniem nigdy nie zapomniano także na Zamojszczyźnie.
Zagubiona wśród pagórków
Wspomnienia czasami wędrują nieoczywistymi drogami. Tak jest tajże w moim (i nie tylko moim) przypadku. Ta kobieta była mieszkanką miejscowości Stanisławka w gminie Sitno, urodzoną w 1908 roku miejscową śpiewaczką, a prywatnie moją kochaną babcią. Gdy byłem dzieckiem słyszałem jak śpiewała bardzo starą pieśń poświęconą... bitwie pod Wiedniem. Brzmiała ona bardzo archaicznie. Nie wiadomo kto był twórcą owej pieśni, być może została też przez długie wieki zmodyfikowana, przeinaczana. I w takiej wersji była śpiewana przez moją babcię pośród łagodnych, uroczych wzgórz Stanisławki.
W ludowej wyobraźni król Jan III Sobieski stał się legendarnym wojownikiem, najważniejszym obrońcą chrześcijaństwa, będącym pod bezpośrednią opieką niebios. Inni obrońcy Ojczyzny także pozostawali w sercach Polaków. Jak uważano, u boku Sobieskiego, na polu bitwy pod Wiedniem stanęła Najświętsza Panienka, która uprosiła swego syna, o przedłużenie dnia o całe trzy godziny. Była też według ludowych śpiewaczek inna, boska interwencja. Jak się można domyślać, już w końcowej fazie batalii, sam Bóg najwyższy... spuścił z nieba na Turków grad kamieni.
Ta stara pieśń była śpiewana przez moją babcię oraz jej liczne przyjaciółki i sąsiadki m.in. podczas majówek, przy miejscowych kapliczkach. Co ciekawe z tej wsi pochodzili także dziadkowie Rafała Zwolaka, prezydenta Zamościa. Tak opowiadał nam np. o świętach Bożego Narodzenia w tej wsi.
- To się wiąże ze wspomnieniami z dzieciństwa. Spędzałem je w Stanisławce (gmina Sitno, powiat zamojski): w domu moich dziadków Sędłaków. Oni mieli też w tej wiosce gospodarstwo. Rodzina była bardzo duża, wszyscy się gromadziliśmy przy wspólnym stole i to było wspaniałe, uroczyste. Co pamiętam? Dania były skromne: chleb pieczony w domowym piecu, proste wigilijne potrawy, ciasta zrobione przez babcię. Wspaniała była na przykład zupa z głów karpia. Jej smak pamiętam jako niezrównany. Potrafię zresztą tę potrawę przygotować, odtworzyć... I piękna była wigilijna noc w Stanisławce. Gdy się wychodziło przed dom dziadków: w poszukiwaniu pierwszej gwiazdki, widziało się czasami niezgłębioną ciemność nad głową, bo wieś była wręcz zagubiona wśród pagórków, rozległych pól i lasów. Magia! Aż czasami strach człowieka ogarniał. Pamiętam też kolędników, takich może niezbyt wyszukanych jeśli chodzi o stroje, ale bardzo zaangażowanych. To wszystko były jeszcze lata 80. ubiegłego wieku. To magiczna, trochę nawet mityczna kraina dzieciństwa. Pełna też pięknych wspomnień. I często do tej miejscowości wracam. Są też przykre wspomnienia. Gdy Maria Nowak (z domu Sztafiej) zmarła, to właśnie do jednej z nich (tej od strony Stabrowa i Sitna, w sąsiedztwie cmentarza z czasów I wojny światowej) wieś odprowadzała ją w żałobnym kondukcie, przy wtórze śpiewów. Lubię sobie wyobrażać, że właśnie od tej kapliczki babcia wyruszyła w dalszą, wspaniałą wędrówkę, z granicy rodzinnej wsi – prosto w zaświaty (tam musi być takie połączenie!), gdzie bez wątpienia spotkała swojego ukochanego męża Janka oraz innych bliskich.
Wspaniały, chrześcijański wojownik
A co z Janem III Sobieskim? Maria Nowak i jej dawne koleżanki ze wsi Stanisławka śpiewały pod figurą tak: „O Przenajświętsza Panieńko, a coż teraz za lata/ czyli sądny dzień nastał, czyli koniec świata/ Posłuchajcie ja was proszę, o wojnie tureckij (tak wymawiano to słowo)/ trzysta lat temu minęło, jak z królem Sobieckiem/ A w niedzielę, bardzo rano płynęły ukręty, na tym miejscu stanęli, gdzie był obraz święty/ A w niedzielę, bardzo rano, bramę otworzyli/ a do miasta, do Wiednia, Turków napościli/ O ty Wiedniu nieszczęśliwy, już ci teraz mamy/ już was tu nikt nie obroni, tylko ten nad wami/ o przyjechał bas turecki, z monstrancyją bieży, siedemdziesiąt zakonników pod klasztorem ścieli/ a pannom zakonnicom zżnęli piersi nożami, a Przenajświętszy Sakrament deptali nogami/ Dzieci bili, przebijali, na bagnety brali/ nieszczęsne matki na to patrząc z żalu umierali/ a rzucali kamieniami z okien na ulice/ Turek ze wszystkich strony strzelał w kamienice/ Już wszystkie potrwożeni, już we krwi stanęli/ a u pomoc Matki Boskiej serdecznie prosili”.
Wtedy pojawił się wspaniały, chrześcijański wojownik na czele skrzydlatych zastępów w lśniących zbrojach. Wśród nich była zamojska, husarska chorągiew. „I przyjechał król Sobiecki, do kościoła bieży/ Upadł przed Najświętszą Panną, upadł, krzyżem leży”.
Wówczas odezwała się do Niego Najświętsza Panienka we własnej osobie. „A wtem słyszy głos z obrazu, powstań na kolana/ Sługo mój najśmilszy, na Turka pogana/ A powstań królu Sobiecki, który krzyżem leżysz/ A idż sługo mój najmilszy, niech świat pozna, wierzy”.
Na to król Jan III Sobieski odparł: „O Przenajświętsza Panienko, wiele tego razy/ porąbali, podeptali, Twe święte obrazy/ O Przenajświętsza Panienko, jak ja mam wojować?/ Słońce już zachodzi, późno się szykować”. Matka Boska już jednak interweniowała w tej sprawie. W jaki sposób? „Uprosiłam swego syna, że z mojej przyczyny/ Będzie ci słońce świeciło dłużej trzy godziny/ A mówiłam ja do ciebie, żem prosiła syna/ Będzie ci słońce świeciło, zbijesz poganina”.
Król nie był chyba przekonany, że owe dodatkowe trzy godziny wystarczą do zwycięstwa nad olbrzymim, tureckim wojskiem. Dlatego w pieśni poprosił, żeby chrześcijańskie wojsko wsparła sama Matka Zbawiciela. Powiedział do niej w ten sposób.
„O Przenajświętsza Panienko, dopomóż mi sama/ Bo ja już idę wojować na Turka pogana”.
Co było dalej? Wiejskie kobiety zebrane pod figurą podczas majówki, gdzieś w połowie XX wieku – niczym chór w greckiej tragedii – tak sprawę rozstrzygnęły, przesądziły.
„O Przenajświętsza Panienka sama wojowała/ A o pomoc swego syna dla wojska błagała/ O Przenajświętsza Panienka sama w wojnie była/ A o pomoc swego syna, Turków uślepiła/ Zobaczywszy Bóg Najwyższy z nieba wysokiego/ Spuścił na nich deszcz kamieni, wybił do jednego/ Którzy żywi pozostali, wzięli rejtyrować/ Poprzysięgli, że nie przyjdo, Polskę wojować”.
I już nie przyszli. Zwycięstwo było sławne, wspaniałe i zupełne.
Na zdjęciu Maria Nowak, śpiewaczka z miejscowości Stanisławka.
Majówka przy krzyżu na rozstajnych drogach w Gorajcu
